Bądź człowiekiem

Przez ostatnie kilka lat budowaliśmy polską scenę front-endową z wielkim optymizmem i wiarą w ludzi. Powstawały kolejne inicjatywy, takie jak grupy JS News, meetupy meet.js, javascript.pl czy konferencje Front-Trends i OnGameStart. Ludzie z czasem się do nich przyłączali i zaczynali uczestniczyć w czymś, co dziś nazywamy społecznością. Budowaliśmy od zera, więc przez pół dekady musieliśmy postarać się, by przekazać coś optymistycznego, coś, co zachęci ich do działania wespół z innymi. To się chyba udało, a z tego wszystkiego najlepiej wspominam takie artykuły jak Stan Polskiej Społeczności Front-end czy Kobiety Front-Endu, choć to tylko drobny wycinek mojej pięcioletniej przygody. Mamy więc prężnie działającą społeczność, jednak wiele jeszcze trzeba zmienić, dlatego ten artykuł będzie jednym z ważniejszych na tym blogu.

Ostatnio mówi się dużo o równości w IT, rozwijają się Geek Girls Carrots, nie ustaje nawoływanie o tolerancję i szacunek w branży. Przyznam, że przez jakiś czas długo dziwiłem się tym inicjatywom, ponieważ wszystko wydawało się być w porządku. Przecież spotykaliśmy się na meetupach, każdy mógł przyjść czy kupić bilet, każdy mógł zgłosić się na prelegenta czy założyć temat na grupie. Gdzie tutaj dyskriminacja?

W ostatnim czasie coś jednak do mnie dotarło. Są to opinie wygłoszone z mojej perspektywy, człowieka, na którego eventy przychodzi dużo ludzi, któremu udały się jakieś tam projekty i ludzie mogą go kojarzyć z internetu. Bardzo fajnie być w takiej sytuacji, co?

Jednak ja to ja, ale w całej tej naszej społeczności jestem tylko jakimś ułamkiem procenta. Poza mną, są też ludzie bez bloga, bez eventów, na różnych stopniach zaawansowania. Co ważniejsze, są to osoby o różnych osobowościach i innej wrażliwości. Jednych rozśmieszy nyan cat, drugich nie. Jednych znudzi dysputa o MVC, bo wolą porozmawiać o podróżach, innych zainteresuje z kolei fotografia.

Screen Shot 2015-01-25 at  copy

Następnie uświadomiłem sobie, że w związku z tym wiele rzeczy robię nie tak. A mianowicie, poruszam się w ściśle hermetycznej grupie znajomych, w której rzadko pojawiają się nowe twarze. Konferencje? Spotykam się tam z grupką kilku najlepszych kumpli. W zasadzie nie mam potrzeby rozmawiać z kimś innym. Meetup? To samo. Uzmysłowiłem sobie, że na każdym tego typu wydarzeniu było mi bardzo dobrze i nie widziałem żadnych problemów, ponieważ ustawiłem się w takiej pozycji, by ten czas był jak najwygodniejszy – czytaj wśród dobrych znajomych. Uświadomiłem sobie, że żyję w bardzo przyjemnej strefie komfortu.

I natychmiast doszło do mnie, że są przecież osoby, które przychodzą na wydarzenie przeze mnie zorganizowane i wcale nie muszą kogoś znać wśród innych uczestników; że przychodzi osoba początkująca, która chciałaby zadać pytanie po prelekcji, ale się wstydzi; że ktoś chciałby ze mną porozmawiać, ale widzi, że już z kimś rozmawiam (kiedy to są tylko i wyłącznie moi znajomi, z którymi prawdopodobnie opowiadam sobie dowcipy). I tak dalej. Założenie, że w jakiejś społeczności, czy to podczas meetupu, konferencji czy na grupie dyskusyjnej wszyscy zachowują się podobnie, jest całkowicie błędne.

Jak to zwykle bywa, pewna grupa osób narzuca standardy, a większość się do nich dostosowuje. Dlatego też argumentacja typu “przecież każdy może zgłosić się na prelekcję, nie nasza wina, że nie mamy takich a takich prelegentów/prelegentek” jest całkowicie błędna. Sam pamiętam siebie sprzed kilku lat, kiedy strach przez powiedzeniem czegoś na głos był wręcz niewyobrażalny. Stres przed wyśmianiem był paraliżujący. Tymczasem żyjemy w społeczności oceniającej, mało tolerancyjnej i nieakceptującej ludzkich błędów. Oceniamy się nawzajem na każdym kroku i piętnujemy techniczne błędy, udając świętych. Panuje atmosfera, której przyświeca hasło “kto wie lepiej, ten zasługuje na głos”.

Screenshot 2015-03-18 17.14.57

Wyobraziłem sobie więc kogoś, kto robi coś fajnego i być może chciałby coś powiedzieć publicznie. Tylko ktoś taki zobaczy społeczność front-endową z zupełnie innej perspektywy niż osoba, która udziela się w społeczności od jakiegoś czasu i ma w niej swoich znajomych. Tacy ludzie z reguły widzą to, co nam, organizatorom/osobom bardziej znanym w community zwyczajnie umyka, bo spędzamy czas wśród swoich, w dodatku często mamy władzę i decydujemy, jaki post powinien być usunięty, co wolno, a czego nie wolno. No bo jak zobaczyć inne rzeczy, kiedy rozmawiasz i widujesz tylko jakiś 1% uczestników danej zbiorowści (konferencja, meetup, grupa dyskusyjna)?

Osoba, która dopiero wchodzi do grupy, widzi zaś stan faktyczny, jest w zasadzie najbardziej obiektywna, bo nikogo nie zna i może ocenić zwyczaje panujące w danej grupie z boku. Postanowiłem więc wczuć się w taką rolę, by lepiej zrozumieć, jak powinna rozwijać się społeczność i jakie błędy popełnia. Wnioski są przerażające.

Screen Shot 2015-02-25 at 16.04.02

Nagle przestałem dziwić się ruchom kobiecym w IT. Kobiet jest stosunkowo mało i dotychczas ten fakt był pokrętnie tłumaczony “że taka specyfika branży”, “że genetycznie kobiety nie chcą/nie potrafią”, “że jak nie ma zainteresowania, to po co drążyć temat, przecież gdyby chciały, to by były, nikt im nie broni”. Na pierwszy rzut oka takie argumenty wyglądają dość rozsądnie. Jest podaż, nie ma popytu. Przyjmowanie jednak tego typu stwierdzeń jest działaniem krótkowzrocznym, kwintesencją przebywania we własnej strefie komfortu. “Jest, bo tak.” Nagle wśród potocznie postępowej grupy osób, która co rusz wymyśla nowe technologie, chce zmieniać świat, pojawiają się głosy, że tak jest i koniec. Że tego nie zmienimy. Że kobieta mężczyźnie nierówna w IT. Tego typu rozważania mogą wydawać się logiczne, ale tylko wtedy, gdy odrzucimy całkowicie to, jak działa społeczeństwo, relacje międzyludzkie, psychologia grupy oraz równość człowieka. Czyli sprowadzamy świat do zerojedynkowego rozważania odartego z empatii i emocji, do czegoś, co jest nie do zaakceptowania we współczesnym świecie.

Screen Shot 2015-02-11 at 8.19.05 PM

Początkowo bardzo trudno było mi dyskutować na ten temat, znalazłem się między przysłowiowym młotem a kowadłem. Jedna strona mówiła, że kobiet powinno być więcej i powinniśmy robić, co w naszej mocy, by zapewnić większy pluralizm i dywersyfikację. Druga strona z kolei twierdziła, że mamy wolny kraj i niech każdy robi, co chce. Padłem ofiarą ludzkiej natury, która działa tak, że bardzo niechętnie przyznajemy, że nie mamy racji. Zadając więc sobie pytanie, dlaczego nie ma kobiet, mało kto odpowie w stylu: “hmm, może coś robimy nie tak?”. Z reguły winny jest ktoś, zrzucamy winę na jakąś teorię, byle nie my. Nie mamy dystansu, by powiedzieć, kurde, mogę się mylić.

Przyjąłem więc w swoich obserwacjach postawę zupełnie odwrotną. Założyłem, że wszystko robimy totalnie źle, starałem się maksymalnie zdystansować i porozmawiać z ludźmi, którzy byli krytycznie nastawieni do moich społeczności/projektów. Obserwowałem. Wczytywałem się. Nagle zobaczyłem, że problemem nie jest to, że programowanie oraz IT wiążą się z jakimiś niebotycznymi umiejętnościami, których rzekomo kobieta nie jest w stanie przyswoić i nie jest tym zainteresowana. Nie. To, co zobaczyłem, to środowisko i obyczaje które mogą odstraszać osoby potencjalnie zainteresowane udziałem w społeczności. Mogą rzutować na całość branży. Zauważyłem akceptację dla braku kultury, przeklinania, szerzenia wrogich stereotypów i kult pogardy dla niewiedzy. Zauważyłem hermetyczność. To, co wydawało mi się tak odległe, bo przecież u nas nie ma tego problemu, okazało się tak blisko. Byłem ślepy, bo było mi dobrze wśród normalnych znajomych, a reszta była tylko niedostrzegalnym tłem, dla większości jednak to tło było codziennością. Nagle zrozumiałem, że wszelkie negatywne stereotypy o informatykach/programistach we flanelu mogły mieć podstawę. I z góry mówię, że nie rozmawiamy o większości naszego community, ale o dość widocznej mniejszości, przez którą cierpi reszta. Tak jak przykładowo Polska cierpi/cierpiała za stereotyp alkoholika, tak community programistyczne będzie cierpieć nadal, jeśli nie postanowimy czegoś zmienić.

Screen Shot 2015-02-04 at 1.33.16 AM

Wyobraźcie sobie, że ktoś na ulicy pyta Was o drogę, mając smartphone’a w ręku. Czy odpowiadacie: a weź Pan sobie jaj nie rób, masz Pan smartphone’a to se znajdź, co ja jestem, za Ciebie mam Ci drogi szukać?? Na grupach dyskusyjnych to zaś normalka. Ktoś szuka pluginu robiącego x? Bam, szybka riposta, że to pytanie nie nadaje się na tę grupę. Przecież tutaj dyskutujemy tylko o wzorze na bozon Higgsa w JavaScripcie, wypierdalaj Pan. Obciach! Firma szuka kogoś na start, kogoś kto ma się dopiero uczyć za 2000zł netto, ofiarując pracownikowi biblioteczkę, szkolenia i możliwość rozwoju pod okiem kogoś bardziej doświadczonego i możliwość podwyżki. Co odpowiada delikwent? Kwota chyba w euro?. Przyklaskuje mu kilku idiotów. Festiwal próżności i rozszczeniowej postawy trwa w najlepsze. Jakiś developer dzieli się swoją ekonomiczną analizą sytuacji. Wyrok jest bezlitosny: bankructwo przedsiębiorcy. Jakby nie mógł po prostu nie komentować, skoro nie interesuje go dana oferta. Ale oczywiście, nie on. Nikt nie będzie frustratowi, anonimowi przerywał. Tyrada trwa w najlepsze, pracodawca, czyli osoba, która ryzykuje swoje pieniądze i zdrowie, by dać innym wypłatę co miesiąc, okazuje się skończonym wyzyskiwaczem i… złodziejem! Wydaje się, że po tym komentarzu firma już się nie podniesie. Zgrzytanie zębów staje się coraz głośniejsze. Na szczęście, rzutem na taśmę HRowiec dostaje darmową poradę od 20-latka. Mają po prostu płacić więcej. Uff! Firma uratowana! Pracownicy mogą rozpakować swoje rzeczy spod biurka i nie pozbywać się hipoteki.

Do ogródka dodajmy do tego seksistowskie komentarze na temat kobiet à la kobiety najlepiej programują pralkę czy powszechny przykaz na szerowanie półnagich/nagich zdjęć kobiet, które często wykorzystywane w kampaniach reklamowych jako coś, co na pewno zainteresuje męskiego widza. Hehe, weźmy hostessy w staniku, ludzie będą zadowoleni. MUAHAHHAHA!. Albo ktoś dumnie stwierdza, że publiczny gwałt na kobietach to kwestia kultury w krajach południowych. Powstała nawet grupa JavaScript: Cycki, która jest dla mnie istnym przedmiotem hańby. Idąc dalej, pod moim postem zaś dowiaduje się nagle, że kobieta postępuje bezmyślnie, ubierając się w spódniczkę. Że sama sobie winna gwałtu. Nagle, osoby, wydające się kwiatem tej ziemi, okazują się ignorantami rodem ze średniowiecza. Latać będą dronami, jeździć Teslą, a swoje kobiety zakują w dyby. Tym bardziej, że według badań, w przypadku gwałtu ubranie nie ma nic do rzeczy.

Screen Shot 2015-02-23 at 11.01.45

Tego typu spraw jest więcej. Wielu programistów prezentuje infantylne poczucie humoru, poparte brakiem odpowiedzialności za swoje słowa. Są głośni, agresywni i ciężcy w odbiorze. Gardzą rzekomymi idiotami, są egoistyczni. Mało kto zdaje sobie sprawę, że przeklinanie w grupie jest nieakceptowalne i źle świadczy o kulturze osobistej delikwenta. Jest to po prostu niemile widziane w większym zbiorowisku i świadczy o braku profesjonalizmu. Co innego zaufana grupa znajomych, a co innego grupa dyskusyjna, konferencja czy biuro. Kiedy jednak słyszę wykładowców uczelni politechnicznych i ich wybitne dowcipy, trudno się dziwić, że ich podopieczni biorą przykład.

Screen Shot 2015-02-27 at 16.16.00

Tego typu patologie trwają w najlepsze, ponieważ nie zwracamy na to uwagi i nie piętnujemy takich zachowań jako społeczeństwo. Politechnika? Proszę bardzo, w 95% męskie towarzystwo. Gdyby ktoś wyskoczył z tekstem o tym, że został urażony jakimś dowcipem czy przekleństwem z większym prawdopodobieństwem zostałby wyśmiany i odseparowany od grupy. Dlatego też mężczyźni, często przyzwyczajeni, milczą, a patologia rośnie. No bo jak, kumpla opierdolić? Wykładowcę? Szefa? Kolegę z pracy? Przecież mogę mieć nieprzyjemności! A tak to piwko po zajęciach, trochę Kwejka, hacker newsa. Ponarzekać, wyszerować jakieś nierealne, schizofreniczne treści na polską policję, skorumpowany rząd, brak pracy i orkiestra gra.

Jeśli chodzi o grupy dyskusyjne, mamy do czynienia z sytuacją, że wiele osób boi się wypowiadać. Ich miejsce zajmują osoby pewne siebie, które nie zawsze mają rację. Mentorski ton załatwia jednak wszystko. Dominują teksty w stylu “nie powinno się”, “nie rób tak”, “dla mnie wystarcza x”, “nie rozumiem, dlaczego robi się x, skoro można z”, “po co robić x, totalne nieprozumienie”, “weź to w ogóle przepisz”. Ktoś początkujący zadaje pytanie i dostaje 10 odpowiedzi, w tym sugestie, by wyrzucił do kosza swój obecny kod, a masochiści z kolei proponują Angular.js, czyli bibliotekę, której koncepty mi, osobie z 8 letnim doświadczeniem, sprawiają do dziś kłopoty. I te stereotypy, że “teraz warto robić w node, bo w PHP robią dzieci”. Zero odpowiedzialności za własne słowa, gadające głowy. Tymczasem każdy powinien przeczytać swoją wypowiedź trzy razy i pomyśleć, czy taką by chciał sam usłyszeć. Czy czasem nie jest zbyt agresywna, czy odpowiada na pytanie, zamiast sugerować nieadekwatne do problemu rozwiązanie.

Screen Shot 2015-02-23 at 17.07.49

Bo generalnie mamy problem z komunikacją. Od zawsze dziewczynki z dziewczynkami, chłopcy z chłopcami. Studia techniczne tylko wzmacniają ten podział. Jakaś kultura? Często najbardziej humanistycznym przedmiotem na studiach jest język obcy. Zero zajęć z komunikacji, dobrego wychowania, literatury innej niż techniczna. Czasem upycha się zajęcia z socjologii, co z tego, skoro to często same wykłady, które każdy ma gdzieś? Nie rozmawiamy ze sobą, nie jesteśmy ciekawi świata, wielu zamyka się w swoim minecraftowo-nerdowskim świecie. Potem ma to przełożenie na rynek pracy. Ludzie mają wstręt do spotkań firmowych (po co, zatrudnili mnie do kodowania!), pal licho, że są one potrzebne i wspierają wymianę informacji/wiedzy wewnątrz, a stosunek do nich wyznacza pewną ocenę profesjonalizmu danego programisty.

Albo też podejście programistów do reszty, w tym PMów i grafików… Przecież to często istna wojna i antagonizmy. Jedni nie chcą zrozumieć drugich i niestety o wiele częściej jest to wina programistów, których ego nie jest w stanie zaakceptować faktu, że ktoś może czegoś nie rozumieć; że należy wysilić się, by komunikacja była sprawna (ergo, często zrezygnować z ulubionego stylu prowadzenia rozmowy). Nie potrafimy wczuwać się w rolę innych. Chcemy być opłacani jak profesjonaliści, a nimi nie jesteśmy, bo kuleją umiejętności miękkie. Programiści często muszą być mądrzejsi, a kultowe jest już well, actually.

Spoglądam na moją siatkę znajomych programistów, z którymi spędzam najchętniej czas, a przez których wydawało mi się, że wszystko jest w porządku i każdy ma jakieś swoje nieprogramistyczne hobby i ciekawą historię. Ktoś gra na pianinie, ktoś pracował na słuchawce, ktoś przejeździł Europę wzdłuż i wszerz zanim został programistą, kilku zaczynało od posady kelnera(!), ktoś inny studiował prawo, jeszcze inny psychologię. Ktoś działał w harcerstwie, ktoś ćwiczył profesjonalnie karate. Wszyscy to jednocześnie super specjaliści. Nie chcę tworzyć szkodliwego stereotypu, ale wydaje mi się, że jest coś w tym, że robili oni coś, co wymagało kontaktów z innymi ludźmi. Z tymi osobami można porozmawiać na wiele tematów, mają do siebie dystans, poczucie humoru, odpowiedni poziom empatii. Wydaje mi się, że przebywanie w grupie z innymi ludźmi, próba ich poznania i nauka tolerancji dla odmiennych przekonań (które sztampowo nie muszą wcale sprowadzać się do preferencji seksualnych) rozwijają człowieka intelektualnie. Tkwienie w monolitycznym środowisku jakim jest utarta droga od technikum do końca uczelni technicznej (najczęstsza ścieżka kariery programistów) prowadzi do utrwalenia negatywnych stereotypów. Nie rozwija. Nie prowokuje do analizy innych punktów widzenia. Nie uczy tolerancji, kultury osobistej i nie sprawia, że jesteśmy ciekawi świata. Zamknięci w grupie podobnych do siebie ludzi nigdy nie zrozumiemy innych. Zostajemy kucami z mentalnością dziecka, w dodatku dobrze opłacanymi kucami, których rzadka umiejętność programowania usprawiedliwia braki w dorosłości, profesjonaliźmie i kulturze osobistej. Często otoczenie nie pozwala nam wydorośleć, popełnić błędy i zasmakować porażki. Karmieni jesteśmy zaś narcystyczną nieomylnością. Dostaliśmy busa, który dowozi nas do firmy, abonamenty na siłownie, dobre pieniądze, firmowego Maca i telefony, kuchnie ze wszystkimi owocami tego świata, a codziennie 10 firm chce nas ściągnąć do siebie na Linkedin. Przecież jesteśmy ninja developerami, zbawcami świata, co będzie mi tu ktoś podskakiwać, lol. O zatrudnianiu po collegu pisał np. Aaron Swartz.

Screen Shot 2015-02-16 at 8.12.53 PM

Tak jeszcze a propos początkujących. Znajomy postanowił podpytać koleżankę o meet.jsy i studia informatyczne:

Słowem wstępu: Koleżanka studiuje informatykę, właśnie zaczęła. Jest bardzo początkująca, ale szybko się uczy i zaczęła interesować się webem.

– Jestem osobą która nic nie wie, więc jeśli widzę na wydarzeniu, że są to wystąpienia ludzi na jakiś temat to pierwsze co przychodzi mi do głowy, to że muszę się na czymś znać choć odrobinę by miało dla mnie sens słuchania czegoś takiego. Są miejsca które umieją przyciągnąć więcej dziewczyn, np. byłam na CodeWeeku gdzie można się było w formie warsztatów nauczyć czegoś. Było tam procentowo zdecydowanie więcej dziewczyn. Z drugiej strony nie wzięłam udziału we wszystkim w czym pierwotnie chciałam, bo napisali do mnie, że muszę mieć jakieś dodatkowe rzeczy + wiedzę. Zawsze mam wrażenie, że gdziekolwiek nie pójde, to nic nie wiem, ale to też bardziej kwestia bycia początkującym niż dziewczyną.

A co do IT to generalnie zniechęcają mnie niektóre osoby mówiąc, że na takich spotkaniach siedzi „200 śmierdzących facetów w jednej sali”. W ramach pocieszenia mogę Ci powiedzieć, że obczajałam meet.js na fejsie zanim poszłam na informatykę i że na zdjęciu w tle widzę jakby jedną kobietę wśród tych facetów wszystkich, i to troszkę średnie wrażenie.

Takich rozmów mam więcej. Na ich podstawie mogę powiedzieć, że sprawiamy wrażenie zamkniętej grupy. Nie pomaga temu stosunek mężczyzn do kobiet. Nie pomaga temu pogarda dla niewiedzy. Specyficzne żarty i atmosfera. Spójrzcie na zdjęcia z pierwszej lepszej konferencji. Sami faceci z plecakami. A teraz odwróćcie role i wyobraźcie sobie, że idziecie na event, gdzie na 300 uczestników, 20 to mężczyźni.

W ogóle to mam wrażenie, że wiele meetupów i szkoleń jest robionych przez programistów, którzy nie mają pojęcia o tym, jak uczyć, bo nie potrafią wczuć się w rolę osoby początkującej. Wielu z nich nie ma talentu dydaktycznego, nie potrafi tworzyć sensownych analogii i schematu nauki. Bardzo spory procent materiałów przypomina wycinki z dokumentacji. Książki programistyczne nie opowiadają historii, nie pobudzają wyobraźni, są zaś wyliczeniem poszczególnych elementów, opisanych inżynierskim językiem. Jak początkująca osoba ma się w tym odnaleźć? Trzeba jej zaproponować coś w odniesieniu do jej obecnego stanu wiedzy. Niestety na to nie stać firm szkoleniowych, które często biorą ludzi z łapanki, bo trafił się klient. Poziom ekspercki w danej dziedzinie nie czyni dobrym dydaktykiem. Do tego trzeba posiadać umiejętności miękkie i wyobraźnię, która pozwoli przekazać wiedzę na poziomie, jakiego oczekuje odbiorca. W większości to on musi się jednak dostosować do wykładowcy.

Tymczasem powinniśmy spojrzeć na rzeczy całościowo. Wczujmy się w inne role. Nie spoglądajmy tylko na stan tutaj i teraz, zobaczmy, jak nasze działania wpłyną na przyszłość otoczenia, w którym żyjemy. Spróbujmy zrozumieć, jak możemy być postrzegani. Z reguły jest tak, że ktoś, kto wchodzi do nowej grupy musi zaakceptować jej reguły działania. Ja, stawiając się w pozycji osób początkujących i średnio-zaawansowanyh nie jestem w stanie powiedzieć tak patologiom, jakie są nadal obecne w naszym community. Chciałbym, by były one piętnowane nie tylko przeze mnie, ale również by inni ludzie mieli odwagę je tępić. Mam dosyć żartów z kobiet, kultu cycków, mentalnych kuców, nerdowskich żartów, przeklinania, narzeknia i jednoczesnego nic nie robienia oraz szerzenia wrogich stereotypów. Chcę profesjonalizmu, tolerancji i zwykłej uprzejmości. Razem możemy to zmienić.

Powiecie sobie, wymyślam. Będziecie chcieli przypiąć mi którąś z modnych łatek. Nic z tych rzeczy, nie jestem zaangażowany w żaden ruch czy ideologię. Nie cierpię jednak chamstwa, prostactwa i stereotypów. Oprócz mojej prywatnej refleksji, postanowiłem ze znajomym w ciągu ostatnich trzech miesięcy robić screenshoty wypowiedzi na fejsbukowych grupach o HTML, CSS i JavaScript, które czytamy i prowadzimy, a które idealnie wpisują się w to, co chciałem tym artykułem obnażyć. W ciągu kwartału zebrało się prawie 100 skrinów prezentujących różne patologie, na które trafialiśmy przypadkowo. Nikt z nas nie monitorował tych grup 24 godziny na dobę, część wypowiedzi na pewno przegapiliśmy. Wyselekcjonowaliśmy kilka z nich, najdobitniej prezentujących to, z czym się nie zgadzam. Widzicie je jako grafiki dołączone do tego artykułu.

Komentarze

1

Gdzieś w środku miałeś literówkę, ale tak dobrze się czytało, że zapomniałem gdzie :).

Mam podobne obserwacje jak Ty. Często obracamy się w gronie ludzi podobnych do nas z tego prostego względu, że są podobni, a więc czujemy się z nimi dobrze. Prowadzi to do tego, że znamy świat z naszej specyficznej perspektywy i nie poświęcając chwili na refleksję można stracić kontakt z rzeczywistością. Kwestia nieemptycznych, świńskich programistów to jedno. Przez długi okres nie miałem z takimi za dużo kontaktu i dopiero w pewnym momencie zdałem sobie sprawę, że rzeczywiście wielu jest odpychających. Podobnie z wysokością zarobków i łatwością znalezienia pracy – było dla mnie lekkim szokiem kiedy zdałem sobie sprawę, że w wieku 25 lat zarabiam wielokrotność tego co wiele podobnie, bądź lepiej wykształconych ludzi mając 25 lat doświadczenia.

Wracając jeszcze do kwestii kobiet w branży. Tak jak piszesz, jest nad czym pracować. Z drugiej strony, boję się chorej hiperpoprawności politycznej, która trawi zachód. Staram się nie marnować czasu na czytanie kolejnych historii o tym jak konferencja bez ani jednego niebiałego prezentera straciła wszystkich sponsorów, a żart o tym że warto przyjechać do Polski bo są tu piękne kobiety wywołał oburzenie tym, że tu gwałcą, ale z tego co do mnie dociera wyłania się obraz terroru. Terroru przez który strach coś napisać, strach zażartować, aby nie zostać posądzonym o bycie potworem. Niestety wielu osobom odbiło, a przez to tracą same kobiety i społeczność, bo aby nie zostać zaszufladkowanym w którejś ze skrajności, wiele osób nie odzywa się w ogóle i zamyka się z powrotem w swojej strefie komfortu.

2

kim jestem ?- kobietą w IT,testerką, świeżo po politechnice. Pracuję w korporacji, miażdżąco zdominowanej przez płeć męską. Wrażenia ? – niestety nienajlepsze. Szczęśliwie znam deweloperów z poczuciem humoru, kulturalnych, oczytanych itp :) To jedna grupa, druga to tzw. nieszkodliwi -nie przychodzą do kuchni,nie rozmawiają o niczym poza pracą ale swoje robią i nie są szkodliwi. Jednak moje najbliższe doświadczenia zespołowe to niestety starcie ze samotnymi, zapuszczonymi fizycznie kawalerami w wieku 35l, opowiadający o swoim kocie i mających mniemanie wysokie jak Himalaje. Wulgaryzmy, seksistowskie żarty, przerywanie wypowiedzi – na porządku dziennym. Co to pozycji kobiet w IT, moje spostrzeżenia są takie,że “najlepiej” mają jednak tzw. słodkie kobietki, które nigdy nie wezmą udziału w burzy mózgu ,bezmyślnie przyjmując prawdy objawione przez guru czyli programistę. Takie są głośno chwalone o ile za coś się da. Z kolei każdy przejaw niezależnego myślenia, konstruktywnej krytyki kończy się utratą łaski ‘Pana’. W moim przypadku,podsunięcie pomysłu na rozwiązanie problemu UX-owego i jednego typowo technicznego skończyło się obrazą majestatu gwiazdy zespołu. Nieszczęśnik i tak musiał implementować wg. moich wytycznych, co spowodowało zaniechanie komunikacji werbalnej ze mną. Odrzucenie zalotów poskutkowało traktowaniem jak powietrze a nawet gorzej. Szczęśliwie, mentor który wyznacza mi ścieżkę rozwoju sam się znalazł :) choć o pomoc nikogo nie prosiłam, bo fakt bycia kobietą nie oznacza taryfy na darmowe uczenie czy ułatwianie rozwoju kariery. Podsumowując- DZIEKUJĘ za ten artykuł, bo odzwierciedla rzeczywistość, przynajmniej tą, którą mam wokół samej siebie. Wreszcie widzę,że nie tylko ja dostrzegam pewne problemy z kulturą wśród informatyków ,że nie jest to tylko efekt wrażliwości. Pozdrowienia :)

Aga
3

@piotrek: “hiperpoprawnośc” – od tygodni szukałem tego słowa. Tak właśnie skwitowałbym ostatnie napięcie w internecie

Darek
4

Świetny post! Idealnie zarysowałeś problemy, które dotykają naszego community JS-owego i ogółem branży IT. Odniosę się do punktów, które sprawiły mi najwięcej problemów podczas obcowania z ludźmi.

Byłem w zeszłym roku na front-trends. Prezentacje były ciekawe, nie obyło się bez kilku problemów, jak na każdym evencie, ale ogółem nie żałowałem wyjazdu do Warszawy. Niestety byłem w tej sytuacji, że nikogo nie znałem na konferencji. Zostałem wysłany jako jedyny developer z firmy. Warto dodać, że mam dość duży problem w wykonaniu pierwszego kroku i nawiązaniu znajomości z nową osobą. Gdy już ten krok wykonam, to zazwyczaj dość dużo mam do powiedzenia. ;) Tym niemniej liczyłem, że na front-trends łatwiej mi będzie poszerzyć siatkę kontaktów. Tutaj niestety mocno się rozczarowałem, gdyż community okazało się dość zamknięte i stresujące jak dla mnie. Odniosłem wrażenie, że wszyscy zebrani są w grupkach wspólnych znajomych, wręcz w zamkniętych kręgach. Z kilkoma osobami ostatecznie pogadałem, ale… liczyłem na coś więcej i nie wróciłem do firmy z pozytywnymi odczuciami pod tym względem.

Obecnie staram się pomagać w organizacji warsztatów dla developerów, przymierzam się do prowadzenia bloga. I wydaje mi się, że jestem w podobnej sytuacji, jak Ty na początku drogi – nieco nieśmiały, obawiający się krytyki. Swojego czasu udzielałem się na pewnym znanym programistycznym forum i przeraził mnie otaczający jad, cynizm, wywyższanie się ponad innych, itd. Zrezygnowałem z wypowiadania się (tak jak zrezygnowałem z wypowiadania się na stackoverflow) z powodu otaczających mnie ludzi. W pełni rozumiem Twój stosunek do wszechobecnego chamstwa i trochę obawiam się, że prowadząc bloga znów zderzę się z falą krytyki. Może uznasz to za skrajność, ale zacząłem w pewnym momencie ukrywać swoją tożsamość. O ile nie miałem problemu nigdy z podawaniem imienia i nazwiska, o tyle teraz przybieram nowe nicki, zakładam nowe konta, aby móc się łatwiej wycofać i zapomnieć. Bynajmniej nie z powodu moich wypowiedzi, a z powodu wypowiedzi innych ludzi.

Razem możemy to zmienić? Z chęcią, ale jak? ;) Obecnie czuję się stłumiony, momentami zdemotywowany i zdeptany przez community JS-owe, a jestem człowiekiem, który lubi przekazywać innymi wiedzę, motywować, dzielić się nowinkami, eksperymentować z bibliotekami, itd. Nieskromnie mówiąc w firmie ciągnę zespół i projekty w dobrym kierunku, pokazując nowe rozwiązania – często sugerowane przez genialne osoby także z Polski. Ale co z tego, jeśli poza kilkoma osobami reszta sugeruje Angulara jako lek na całe zło, albo jQuery do czegoś, co w czystym JS można wykonać, a nie dopuszcza do myśli inne spojrzenie na problem.

Jeszcze jedna rzecz – nie zgodzę się do końca w kwestii komentowania widełek. Rozumiem Twój przekaz, zgadzam się odnośnie bezpodstawnej krytyki, ale problem nie leży tutaj tylko po stronie developerów. Zauważ, ile firm w Polsce wyzyskuje ludzi. Czasami myślę, że jesteśmy w Europie drugimi Indiami, z tanią siłą roboczą, podczas gdy jakość dostarczanych przez nas rozwiązań bywa na równi z tymi w USA. I ten problem należy eksponować, może jedynie nie w taki sposób, jak na JS News niektórzy to robią. Bo stać nas na wiele, a tymczasem bywa, że otrzymujemy bardzo niewielką część wynagrodzeń kolegów zza oceanu. Przeprowadzka, czy praca zdalna dla firmy z UK czy USA, to według mnie jedynie uciekanie od problemu, niż próba rozwiązania go.

Pozdrawiam!

Sand
5

@piotrek – było na końcu: “narzeknia”

Wypisałem sobie kilka haseł do rozwinięcia dyskusji. Uprzedzam, że mogą być chaotyczne i nie po kolei, bez rozwinięcia.

Parytety, poprawność polityczna z jednej strony – z drugiej pomoc przy pokonywaniu dużych barier wejścia. Wiele zawodów tak ma, np prawnicy – hermetyczny język, ogromne bariery wejścia, środowisko dba o to, żeby konkurencja była jak najmniejsza. Podobne rzeczy zauważa się w IT, gdzie osoby z bardzo dużym doświadczeniem niechętnie dzielą się wiedzą. Częściej blogi piszą osoby, które się dopiero uczą. W ten sposób odwdzięczają się społeczności za wiedzę, którą zdobyli od kogoś. Gdy poziom wiedzy znacznie się zwiększy, co za tym idzie często jest to wiedza, do której ktoś dotarł sam – chęć dzielenia się nią spada.

Nie każdy w BMW do dres, tak samo nie każdy w IT to “flanel”. Jednak jednostki rzutują na sposób postrzegania całości grupy. Ma to też swoje drugie dno – łatwość ludzi w uleganiu stereotypom.

a weź Pan sobie jaj nie rób, masz Pan smartphone’a to se znajdź, co ja jestem, za Ciebie mam Ci drogi szukać??

Takie skojarzenie: Zasilacz z czarnej listy. Zamykam.

Stosunek do kobiet, gwałtów, mini – to jest chyba powszechne, cebula w narodzie silna. Nie tylko w branży IT. Może tutaj łatwiej się z tym spotkać, bo ilość mężczyzn jest dużo większa niż kobiet. Podobnie, mało wybrednie jest chociażby na budowach.

Izolacja. Ścieżka kariery w stylu technikum => politechnika => praca w dużej firmie programistycznej to najkrótsza droga do zostania kawalerem ‘nołlajfem’ z awersją do kobiet.

Do tego jeszcze przeświadczenie o wyższości zawodu nad innymi. Często zauważam takie podejście, że programowanie wymaga sporej (ponadprzeciętnej inteligencji), przez to część osób zaczyna się zachowywać jak wybrańcy.

Jestem PROGRAMISTOM nie informatykiem, mam wysokie IQ, więc szanuj.

Owszem, rozwiązywanie bardzo skomplikowanych problemów algorytmicznych wymaga większych możliwości intelektualnych niż przysłowiowe kopanie rowów, niemniej popadanie w samozachwyt też nie jest na miejscu. Wbrew pozorom wiele rzeczy w ogólnie pojętej web-deweloperce można zrobić bazując na gotowcach – wystarczy tylko je poskładać jak klocki w całość.

Przekazywanie wiedzy. Często wykładowcy/nauczyciele/mentorzy zostają nimi od złej strony, tzn zostają specjalistami i skoro nimi są to zaczynają uczyć. Wielu z nich nie stara się nawet nauczyć nauczania, rozwinąć swoich kompetencji miękkich. Wydaje mi się, że droga powinna być deko inna. Ktoś, kto zauważa u siebie duże predyspozycje w nauczaniu, łatwość przekazywania wiedzy powinien iść w tym kierunku. Następnie wybrać sobie dziedzinę, opanować ją i w rezultacie sprawnie i skutecznie przekazywać wiedzę.
Pamiętam p. dr od analizy matematycznej, była właśnie takim typem osoby. W przeciwieństwie do prof od wykładów, który był “znanym i cenionym matematykiem”, z zerowymi umiejętnościami przekazywania wiedzy. Pani dr w ciągu dwóch godzin ćwiczeń potrafiła wytłumaczyć wszystko co było na wykładzie i jeszcze z nami to przećwiczyć. Żartowaliśmy, że nauczyłaby całek dzieci w podstawówce.

Podsumowując, według mnie sporo zarzutów nie jest typowych dla naszej branży. Można je rozciągnąć na ogół, gdzie występują duże dysproporcje pomiędzy płciami.

6

Mnie tylko ciekawi, ze najglosniej o stawkach krzycza Ci, ktorzy nie pracuja ani w Googlu, ani Facebooku czy innej szastajacej pieniedzmi firmie.

owca
7

Gratuluję, pierwszy krok na drodze do przemian społecznych których ostateczną formą było zgnojenie naukowca z projektu Rosetta za koszulkę z rysunkowymi laskami.

Ten post powiela wszystkie możliwe błędy które są popełniane za każdym razem gdy zaczyna się dyskusja o kobietach wchodzących w przeważającej większości męskie środowisko. To będzie długi komentarz, ale sprawa jest złożona i już n-ty raz widzę te same schematy więc zachęcam do zapoznania się z tym co mam do powiedzenia.

Pierwsza, zasadnicza sprawa – jeśli środowisko, w większości męskie, wykształciło pewną kulturę i kobiety wchodząc w to środowisko nie czują się w niej komfortowo, to zmienić powinny się kobiety, nie mężczyźni. To, jaką formę przybrała społeczność wynika z tego, jakie konwencje i sposoby komunikacji pasują osobom jakie ją wytworzyły, innymi słowy w jakim środowisku czują się komfortowo. To nie jest tak, że środowisko się zmieni i jedynym skutkiem będzie to że nowi się poczują komfortowo. Nie, skutkiem będzie to, że starzy użytkownicy poczują się niekomfortowo. Nagle okaże się, że tego nie można powiedzieć, tu trzeba uważać na słowa, tam trzeba postępować według takiego i takiego schematu. Nie ma absolutnie żadnego racjonalnego powodu by poświęcać komfort większości – i to tej większości która wytworzyła społeczność – na rzecz komfortu mniejszości, która byćmoże potencjalnie cośtam wniesie.
Po drugie, autor wychodzi z całkowicie błędnejgo założenia, że perspektywa kobiet jest słuszna, natomiast perspektywa mężczyzn to patologia. Patologia to przeklinanie, patologia to specyficzne żarty, patologia to odniesienia do seksualności. Nie, kurde, właśnie nie. Patologią jest zjawisko dorosłego człowieka, który ma tak cienką skórę i jest tak całkowicie pozbawiony dystansu do siebie, że to co mówią inny wpędza go w depresje, oburza, wyklucza itd. Słyszeliście powiedzenie, że mężczyźni obrażają się wzajemnie ale nie myślą tak naprawdę, za to kobiety komplementują się wzajemnie ale nie myślą tak naprawdę? Które podejście wydaje się wam bardziej zdrowe? W jakich środowiskach jest więcej jadu z maską uśmiechu i pasywno-agresywnego zachowania? Serio potrzebujecie takiego “wprowadzenia różnorodności” do społeczeństwa IT?
Żadna społeczność frontendowa, żadna społeczność IT, żadna społeczność związana z jakąkolwiek branżą nie potrzebuje kobiet. Tak właśnie, nie potrzebuje ani jednej kobiety. Nie potrzebuje też ani jednego mężczyzny. Ani jednego czarnego, ani jednego białego. Ani jednego hetero i ani jednego geja. Jedyni ludzie którzy sa potrzebni to zdeterminowani pasjonaci którzy są dobrzy w tym co zrobią. I to właśnie cackanie się z kobietami, to zmienianie zasad po to by jakiemuś przewrażliwionemu dorosłemu dziecku nie było smutno, jest tym co powstrzymuje wiele kobiet przed staniem się takimi ludźmi i przed odnoszeniem sukcesów zawodowych.
To nie mężczyźni w środowisku IT powinni się zmienić z wilków w owce tylko kobiety powinny się zmienić z owiec w wilczyce. Nauczyć się zlewać na to co im się nie podoba, nabrać dystansu i poczucia humoru, zaakceptować, że nie zawsze ludzie będą robić to, co byśmy chcieli – i pomimo tego wszystkiego robić swoje. Jakbym nie umiał się postawić, zlać na negatywne komentarze i drążyć tematy mimo że nikt mi nie pomaga, to nadal bym trzepał template’y w htmlu a nie robił front-endowe aplikacje z prawdziwego zdarzenia.

Spójrzcie co się stało na zachodzie w wyniku pójścia w kierunku który postuluje autor tego posta. Na konferencji IT nawiedzona babka publicznie złajała dwóch gości i poskarżyła się ich szefowi, bo (siedząc na widowni i gadając tylko między sobą) opowiedzieli jakiś kawał o penisie. Gościu który wylądował sondą na zapieprzającą przez kosmos komecie został doprowadzony do łez przed kamerą w najlepszym momencie swojego życia, bo jakaś psychofeministka poczuła się urażona tym, że ma skąpo ubrane panienki na t-shircie. Chcecie tego syfu w polskich środowiskach IT? Bo ja nie. To, co jest obecnie działa i działa dobrze. Jeśli ktoś ma ból dupy, że w dyskusji pojawił się żart o cyckach to po prostu nie jest emocjonalnie dojrzałym człowiekiem. Serio, nie wprowadzajmy chorej atmosfery w której przed powiedzeniem czegoś trzeba będzie się oglądać przez ramię czy nikt się nie poczuje urażony bo zawsze się ktoś taki znajdzie. Zawsze, choćbyście powiedzieli, że jesteście za równością wszystkich ludzi to znajdzie się jakiś oszołom który będzie miał z tym problem.

To, że mało jest kobiet w IT, jest tylko, wyłącznie i całkowicie winą kobiet. Każdy jest kowalem swojego losu i jeśli one się wycofują bo ktoś powiedział “no kurwa, znowu to pytanie” to padają ofiarą własnej słabości. Zawsze w życiu natrafisz na gościa który będzie chciał ci podstawić nogę. Jeśli po wywaleniu się na ziemię zwijasz się w kłębek i płaczesz zamiast podnieść i iść dalej to nigdy nic sensownego nie osiągniesz. I cackanie się z kobietami to właśnie mówienie im “tak, popłacz sobie, już ci nie podstawimy nogi”. Ty nie podstawisz, on nie podstawi, ale ktoś w końcu podstawi. Więc proszę, traktujmy kobiety dokładnie tak samo jak mężczyzn, wszystkim to wyjdzie na zdrowie.

Wojciech Słowacki
8

Sand, ale nie uważasz, ze nieuprzejme krytykowanie firmy, która oferuje x, skoro mamy wolny rynek, dostępne widełki i w innej możesz dostać więcej? Każda firma ma swoich klientów i swoje możliwości. Są ponadto do opłacenia podatki, pensje, biuro. Trzeba umieć pozyskiwać klientów i utrzymywać z nimi kontakty. Dla mnie to niedojrzałe krytykować pracodawce, że daje za mało. No proszę Cię. Ja pochodzę z małej miejscowosci, więc pojechałem do Wawy. Nie podobała mi się pensja w Wawie, pojechałem do Berlina. Mamy otwarty rynek. Nie podobało mi się w Berlinie, wróciłem do Polski, znalazłem zdalną pracę. Jeśli masz umiejętności, pracy jest tyle, że znajdziesz taką, która Cię usatysfakcjonuje. Nie żyjemy w czasach łagrów :)

A co do bloga, działaj i koniecznie się nim pochwal. Wyszeruję!

9

Cześć,

Ten artykuł trafia w samo sedno moim zdaniem. Jestem kimś z zewnątrz, kto zaczął poznawać JS przez przypadkowe trafienie na Codecademy, dołączyłem do grup JS News etc. żeby starać się być na bieżąco, niemniej jednak tych dyskusji tam się znajdujących w ogóle nie czytam. Odnoszę wrażenie że to jest istne wężowisko. Jako ktoś nowy, niedoświadczony, uczący się mam bardzo duże opory przed wczynnym udzielaniem się w tej społeczności właśnie z obawy przed tym że i tak poruszony przeze mnie wątek zamieni się w ostrzał. Niby powinienem to olać, ale jednak nie zachęca to do uczestnictwa w community :)

Banan
10

Piotrek, niby też tak sądziłem, co do hiperpoprawności, ale spójrz, może to po prostu próba przełamania obecnego statusu? Zobacz, nagle dostałem mnóstwo (na privie też) wiadomości, że ludzie się boją odzywać i mam rację. Co, jeśli organizacja konferencji w nieco inny sposób jest próbą przełamania takiego statusu quo jak ten artykuł? To nie jest żadna super poprawność, czy ideologia, tylko dawanie po prostu ludziom szansy w nieco inny sposób niż “konferencja jest otwarta, więc każdy może wpaść.”. Zobacz ile głosów wywołał ten artykuł, a co dopiero mają czuć ludzie innej rasy.

11

Czekam na tegoroczne FT :)

owca
12

Na 10 osobowy zespół mamy 1 kobietę programistkę i moje wrażenia są takie, że z nia najlepiej mi sie wspolpracuje :) Mamy też jednego programistę DUER-GURU z którym nie da się porozmawiać a jego opis pokrywa się z tym co wspomniala koleżanka w poscie wyżej. Miałem kilka kobiet na roku podczas studiow, ale chyba tylko jedna miala do tego zaciecie.

Krzysiek
13

Wydaje mi się, że poruszyłeś kilka różnych, niezwiązanych ze sobą aspektów.
1. Grupa. Nie jestem socjologiem, ale wydaje mi się, że każda grupa jest z hermetyczna. W ten sposób, że szuka wyróżników (i je gloryfikuje). Wyróżniki mogą być różne: religia, narodowość, kolor skóry czy płeć. Ale z braku laku dobry wosk, więc można się szufladkować po używanych systemach operacyjnych (“pryszczaci Linuksiarze”) czy językach programowania (“piszesz w PHP czy jesteś programistą?”). No i oczywiście grupa do której przynależymy jest najlepsza (bo nasza).
Nawiasem, czy ten artykuł nie jest pisany z punktu widzenia grupy “pracowników IT”? Podział wydaje mi się i starszy, i szerszy. I tak, widać go na studiach (kierunki “męskie” typu budownictwo czy ogólnie politechniki i “żeńskie” typu filologia czy ogólnie humanistyczne na uniwerkach), ale można sięgnąć dalej i wystarczy porównać szkoły średnie (technikum budowlane czy łączności) czy zawodowe (samochodówka, budowlanka).

Osobna sprawa to fakt, że każda grupa ma jakąś hierarchię (jak to ładnie BKS śpiewali w piosence Działacz http://bks.blox.pl/2012/01/Dzialacz.html o grupach anarchistycznych “ja teraz jestem wyżej w hierarchii i to beze mnie nie będzie anarchii”) i reguły AKA zasady. Mniej lub bardziej formalną hierarchię i zasady. I daleki jestem od wartościowania tego faktu, bo bez starych, zasłużonych i “tru” członków grupa po prostu straci tożsamość.

2. Łatwość krytykowania/wyrażania opinii/anonimowość w sieci. Nie wiem, czy jest sens się rozpisywać, ale dla przypomniania: przez sieć, szczególnie w formie pisanej tracimy całą komunikację niewerbalną, pojawia się możliwość niejednoznacznej interpretacji, łatwiej wydawać kategoryczne, uproszczone, czarno-białe sądy. Szczególnie, że szybkość komunikacji jest niższa (szybciej mówimy, niż piszemy). Plus, rozmawiamy z obcymi ludźmi, czasem z innych miast/państw. Plus, jeśli forum jest otwarte (brak grupy i hierarchii), to możemy być anonimowi.

3. Sytuacja kobiet. W sumie już napisałem o tym wcześniej, ale powtórzę. To IMO nie jest zjawisko wyjątkowe dla branży IT. Nie jestem pewien, czy zabieranie się do problemu od strony IT ma sens, bo chyba problem leży dużo głębiej.

Tak w ogóle to (aktualnie) jestem gorącym zwolennikiem grup/forów i wymiany wiedzy między osobami na podobnych poziomach kultury i zaawansowania. Wpadanie na forum, gdzie dominują admini z kilku(nasto)letnim doświadczeniem kolejnego świeżaka z pytaniem “skond pobrać Linuksa i kturom płyte mam urzyć?” (ekstremum, ale takie kwiatki też się trafiają) będzie frustrujące (dla obu stron) i pewnie skończy się odesłaniem do wyszukiwarki. I nie widzę w tym ani nic złego, ani nic nienaturalnego. I nie chcę tego zmieniać.

14

Jeszcze takie tl;dr (moja odpowiedź na FB):

Przecież napisałem dokładnie jak Ty, że w moim otoczeniu nie zauważałem problemu, a kiedy już wyszedłem ze strefy komfortu nagle okazało się, że nie jest tak dobrze. Gdyby problemu nie było nie miałbym setek skrinszotów i dziesiątek wiadomości o tym, że kogoś odpycha obecna atmosfera i podejście do dawania feedbacku. Odpowiedzi w zeszłej ankiecie też dużo mówią (https://spisfrontendu.ankietka.pl/…/narodowy-spis-front…). Zapewniam Cię, że nie wymyśliłem tematu dla sensacji, tylko zobaczyłem jak jest, wsłuchująć się bardziej, zamiast zajmować się sobą. Nie bierzmy tego w stylu: oho, co oni chcą, niech się dostosują. To naprawdę nie jest żaden spisek czy próba wykorzystania idei, żeby nagle jakieś beztalencia wygryzły takiego Damiana z rynku. To próba przywrócenia kultury i szacunku w publicznej przestrzeni. Nikt nie ma zamiaru wchodzić do Twojego domu i mówić jak masz żyć. Jeśli zaś chodzi o pracę i wspólną przestrzeń jak community to oczekuje się przestrzegania kultury osobistej i profesjonalizmu, który opisałem w artykule (a w zasadzie czym nie jest). Ten artykuł jest nie tyle tekstem o braku kobiet, ale o negatywnych zachowaniach w grupie. Przy okazji problem kobiet bardzo dobrze się wpisuje w to wszystko, bo to nie brak kobiet jest przyczyną powstanie tego artykułu, a właśnie złe zachowanie ludzi w branży, z którego dopiero wynika brak np. kobiet czy niecheć początkujących do udzielania się.

15

Damian, jestem w pełni świadomy istnienia małych firm, czy dopiero wchodzących na rynek, które nie są w stanie sobie pozwolić na pensje z górnej półki. Wiem też jakie bywają koszty prowadzenia przedsiębiorstwa i że oprócz pensji trzeba też kupić pracownikowi sprzęt, opłacić rachunek za prąd czy wodę. Jasne, nie każdy jest w stanie sobie pozwolić na wysokie wynagrodzenie. :)

Napisałem w komentarzu wcześniejszym, że sposób w jaki ludzie odnoszą się do podanych przez pracodawcę wynagrodzeń na grupie JS News nie jest najlepszy. Zazwyczaj nie wnosi taki komentarz nic do tematu i z pewnością nie zmieni postawy pracodawcy, może co najwyżej zrazić go do jawnego podawania wynagrodzenia w przyszłości.

Niemniej to nie jest tak, że pracodawca zawsze nie daje, bo nie może. Rynek psuje np. rzesza firm outsourcingowych (które konkretnie przemilczę, ale nietrudno znaleźć informacje), zatrudniających tysiące programistów w Polsce, bo mogą wziąć większą prowizję od klienta. W sytuacji, gdy to programista tworzy produkt i bez niego oprogramowanie nie istnieje, zastanawiam się, dlaczego ta kluczowa praca nie jest również finansowo traktowana jako kluczowa. Konkrety: stawki w znanych mi firmach (dla klientów) to 1-2k euro za dzień pracy programisty. Ile dostaje programista? 100-200 euro (również za dzień) kosztu całkowitego na umowę o pracę.

Rynek psują też zagraniczni klienci, szukający w Polsce softu po taniości. Negocjacje są trudne, bo padają często argumenty w stylu “a we Francji płacimy 1k euro, to wam damy 800”. Ale dlaczego? Bo to nie Francja, a Polska. Co z tego, że jakość będzie porównywalna, albo i lepsza? Ciąży na nas ciężar bycia w Polsce. I jeśli już u klienta jest taka mentalność, to potem również u pracodawcy, który nierzadko nie jest z Polski.

Przypomina mi się historia dyskryminacji w firmie, w której pracuję. Otóż, często współpracujemy z większymi graczami, pracując nad jednym produktem. Raz była sytuacja, że mieliśmy do wykonania średniej wielkości aplikację webową i budżet oscylował w granicy 800k jeśli chodzi o nasz udział. Nasz partner, wspomniany większy gracz dostał 2,5 raza więcej za wykonanie modułu do aplikacji, który był wielokrotnie mniejszy niż nasz całkowity udział. Dlaczego? Bo mieli znaną nazwę, wypracowaną markę i nie byli z Polski. :) Ich rozwiązanie pozostawiało wiele do życzenia, odnieśliśmy wrażenie, że zatrudnili kilku świeżaków, żeby jeszcze przyoszczędzić. Tak nie powinno być.

Problem niskich płac istnieje nie tylko wśród firm, które nie mogą sobie na to pozwolić, ale też takich, które nie chcą. I owszem, można zmienić pracę, można wyjechać do wspomnianego przez Ciebie Berlina. Wolny rynek, pewnie. Uważam jednak, że możemy jeszcze dużo zdziałać na własnym podwórku i nie czuć się gorzej z powodu braków finansowych. Nie musimy żyć w Polsce ciągle na kredyt i nie móc kupić najniższej klasy samochodu za gotówkę.

Powinniśmy uświadamiać tych, którzy wchodzą na rynek i nie wiedzą, jakie mogą uzyskać stawki. Nie są świadomi, że są pracodawcy uczciwi (abstrahując od stawki), ale wśród nich też masa wyzyskiwaczy. Jedynie trzeba znaleźć odpowiedni kanał przekazu, a ten na wspomnianej grupie Facebookowej nie nadaje się w tym celu.

A co do bloga, z chęcią podeślę link, jak zbiorę już jakiś materiał. ;) Dzięki za wsparcie.

Sand
16

Mnie na grupach z kolei najbardziej irytują odpowiedzi “tak się robi”, “bo tak”, “wszyscy tak robią”, “to jest/nie jest zgodne z ideologią xyz”. Wypowiedzi niby mądrych osób a nie tłumaczące nic. Jak ktoś czegoś nie potrafi uzasadnić to najwyraźniej sam tego nie rozumie ale często nie przeszkadza to w wypowiadaniu się i dyskredytowaniu innych osób. Co również prowadzi do opisanej przez ciebie wrogiej odstraszającej atmosfery.

Mifczu
17

Wiesz Sand, wielokrotnie pisałem, ile można zarobić (np. w moich prezentacjach). To, co opisałeś to to fakt, jak działa ekonomia. Wiadomo, chciałoby się wina i śpiewu dla wszystkich, ale to nie takie proste. Dlatego też wymagamy widełek, by każdy mniej więcej mógł zobaczyć, ile się da wyciągnąć. Można też zainwestować w angielski i robić projekty zdalnie. Da się dużo rzeczy zrobić – znajdę Ci w mig oferty za 5k, 10k i 15k. Komentarze na temat widełek często są jednak rozszczeniowe i, nie chciałem użyć tego słowa, burackie. Nic nie zmieniają oprócz tego, że tworzą rozszczeniowy obraz programistów. Często autorami są osoby, które nie mają odpowiednich umiejętności na to, co żądają i formuują swoje wypowiedzi w sposób daleki od kulturalnego. Nie popadajmy w paranoję imho.

18

Bardzo dobry artykuł, dlatego wlasnie nie czytam komentarzy w wymienionych grupach, interesują mnie tylko same posty. Sam często rzucam ciężkimi żartami ale nie robię tego na forum publicznym. Przesyłam dalej!

Janusz
19

tl;dr
Problemem w społeczności jest brak kultury, co drugi gimbazjalsita może się nauczyć develoeprki na jakimś tam poziomie i zarabiać więcej niż jego rodzice. A później przychodzi byle kto z byle kąd i zachowuje się jak u siebie na podwórku.

dasda
20

Świetny wpis. Niestety tak wygląda chyba cała branża IT, wszędzie można się z tym spotkać. Moim zdaniem to wina (pseudo) anonimowości jaką daje internet. Dla części osób zapewne to nie człowiek jest po drugiej stronie, z jego życiem, emocjami, wrażliwością itd, tylko nick, bezosobowy nick, który zadaje pytanie i nie przejmie się tym, że go poniżymy, wyśmiejemy, w końcu to tylko nick. Ta (pseudo) anonimowość daje poczucie bezkarności, pozwala też ściemniać, udawać, że jesteśmy tacy super, możemy innych traktować z góry. Świetny przykład z tym smartfonem i pytaniem o drogę – dokładnie tak to wygląda, in real większość osób kulturalnie odpowie, w necie to wręcz przeciwnie. Może dla niektórych takie traktowanie innych to poprawa własnego ego, czują się lepsi, rośnie im samoocena. Nie wiem. A co do kompetencji miękkich itd to po prostu ich w IT brakuje, ba, większość osób nie wie czym one są i nie ma pojęcia jak ważne one są. Dla nich liczy się tylko ścieżka techniczna.

21

Fajnie, że o tym napisałeś, bo to mega ważne. Sama, szukając pierwszej pracy w IT po przebranżowieniu miałam kilka niemiłych sytuacji chociażby na rozmowach. Jako człowiek pracujący dużo wcześniej z ludźmi jako trener, byłam naprawdę zszokowana jak bardzo tych podstawowych umiejętności z zakresu komunikacji może brakować i jakie są tego konsekwencje. Bardzo bym chciała, by przy ocenianiu mnie liczyły się moje kompetencje, a nie to kiedy zaczęłam, jaką mam płeć i czy aby na pewno za rok nie będę chciała założyć rodziny. Wierzę, że rozwinięte umiejętności miękkie w branży IT będą robiły wielką różnicę i inżynierowie, będą musieli choć trochę nad swoją komunikacją popracować. Że z poziomu czegoś ekstra, ale nie do końca ważnego, będzie to coś, co naprawdę się ceni i o co się dba.

22

szkoda ze moj koment wykasowany :(

dlaczego uwazasz ze roszczeniowa postawa placowa to cos zlego

oddajaesz bez mala 1/3 swojego zycja, a z dojazdami i nauka to mysle ze >1/2

co w tym dziwnego ze pracownik chce pensji zachodzniej przy zachodnich kosztach a dobrze wiemy w IT ze wiekszosc zlecen jest z zachidu i pracodawca jest tylko posrednikiem ktory bardzo dobrze zarabia na nas

nie widze niz buraczanego w napisie pracodawcy ze 2k netto to malo

kiedys to pracodawcy sie z ludzi smieli i pomiatali nimi, w IT dzisiaj jest inaczej

fresfgsdf
23

Dlatego, że jest mnóstwo ofert za dużo większe pieniądze, więc jeśli chcesz i nadajesz się to bardzo łatwo dostaniesz większe pieniądze. Nie rozumiem dlaczego miałbym mieć pretensje do osoby prywatnej, skoro gdzie indziej zostanę potraktowany lepiej. Firma to nie pomoc społeczna.

Skoro jest tyle zleceń z zachodu to załóż firmę i koś kasę jako pracodawca. Nie mamy socjalizmu do cholery. Dla mnie, z dość dużymi znajomościami wypracowanymi poprzez różne eventy i inicjatywy, zrobienie takiego biznesu byłoby bardzo trudne, ponieważ to wymaga zupełnie innych skilli, a Wy zakładacie, że to spada z nieba. Nie, poszukiwanie klientów, utrzymywanie relacji, buisness development i milion jeszcze pojęć, to wszystko jest bardzo trudne. To nie sprzedaż jajek na targu.

Wiele osób próbuje zrzucić jednak swoje niepowodzenia na pracodawców. Nie godzisz się na 2k? Idź gdzieś indziej. Niech przyjdzie na Twoje miejsce ktoś, komu 2k na początek nie przeszkadza, bo nauczy się czegoś oprócz pensji. Często zaś ludzie przychodzą na rozmowy, nie mają skillsów komunikacyjnych, o technicznych nie wpsominając i żadają jakiś astronomicznych kwot. Ego sięga zenitu.

Proponuje więc, gdy komus nie poszło na rozmowie/dostaje mało pieniędzy, otwarcie choćby JS News: Jobs i wysłanie swojego CV, pójscie na rozmowę. Jeśli się dostaniecie, git, jeśli nie, zapewne musicie się jeszcze doszkolić. Ofert jest mnóstwo, występuje pełen przekrój widełęk od 2k do 20k, każdy znajdzie coś dla siebie. W takich komfortowych warunkach wyżywanie się na pracodawcach jest dla mnie haniebne.

24

“kiedys to pracodawcy sie z ludzi smieli i pomiatali nimi, w IT dzisiaj jest inaczej” – i tu jest sedno, bo chodzi właśnie o to, by nikt z nikogo się nie śmiał, tylko darzył się wzajemnym szacunkiem… rynek jest mały, trzeba uważać z lekkością swoich osądów, ponieważ nigdy nie wiesz, jak potoczy się Twoja kariera.

Lukas
25

“Są głośni, agresywni i ciężcy w odbiorze. Gardzą rzekomymi idiotami, są egoistyczni. Mało kto zdaje sobie sprawę, że przeklinanie w grupie jest nieakceptowalne i źle świadczy o kulturze osobistej delikwenta.”

Dokładnie takie wrażenie mam, obserwując wpisy na grupach JS: * i uczestników meetupów. Niestety, ludzie głupi są najgłośniejsi. I są uzależnieni od udowadniania swojej wyższości. Wszyscy kiedyś byliśmy początkującymi programistami i brak szacunku do osób, które czegoś nie wiedzą i pytają to zwyczajnie przyznanie się do własnego prostactwa.

Po tym okresie początkującym orientujemy się, że wszystkie te biblioteki i frameworki, które nas otaczają, nie są czarną magią, że wystarczy spędzić trochę czasu nad dokumentacją, żeby zacząć używać danego rozwiązania. Dlatego też znajomość konkretnej technologii nie może być powodem do wywyższania siebie i poniżania innych.

I najważniejsze – pytanie to najprostsza metoda budowania wiedzy. Nie ma nic dziwnego w seniorze, który pyta jak rozwiązano dany problem np. w Angularze. Otrzyma odpowiedź, pewnie przeanalizuje kod i będzie miał dużo większą wiedzę w tym temacie. Jeśli ktoś udowadnia wszystkim na około, że nie musi o nic pytać, rezygnuje z wiedzy. A programista bez wiedzy jest nic nie warty.

Wracając do Twojego tekstu – niestety pozostaję pesymistą. Nie zmienimy tego, zawsze, ale to zawsze znajdzie się ktoś z potrzebą manifestowania swojej wyższości. I zawsze znajdzie kogoś, kogo może do tego wykorzystać. Bo boimy się przyznać, że czegoś nie wiemy i bo jesteśmy zamkniętą grupą egoistów, którym w życiu najczęściej udało się tylko to, że w dobrym momencie zainteresowali się czyś dziwnym i mało popularnym. A skoro nam się udało, to znaczy, że jesteśmy lepsi, a to z kolei znaczy, że nie musimy się stosować do norm kultury, społeczności, społeczeństwa. Nie musimy być dla nikogo człowiekiem.

D.
26

Wiesz D. to, oczym piszesz pod koniec to też pewna oznaka profesjonalizmu. W zachodnich firmach, z którymi współpracowałem, a gdzie demokracja i społeczeństwo obywatelskie mają o wiele dłuższe tradycje,, takie zachowania byłyby natychmiast piętnowane. Jeśli więc chcemy zrobić większą karierę, musimy się dostosować. Myślę, że ewolucja w tym aspekcie przyjdzie i do nas.

27

Według mnie jesteś tak ograniczony w świecie IT, że nawet nie miałeś takiej sposobności by dostrzec, że problemy o których piszesz nie dotyczą IT ale głębszych sfer. Ot takie elementy hipokryzji. Poza tym w tekście brakuje mi puenty, bez której nie potrafię znaleźć jego sensu.

Osobiście prawdziwych programistów takich chociażby jak Ty, nie uważam za równych intelektualnie z przeciętnymi ludźmi. W mojej opini są bardziej rozwinięci o czym chociażby świadczą niektóre wpisy w dyskusji.

Kamil
28

Czytam opinie, czytam bloga, dodam punkt widzenia z pozycji przedsiębiorcy z PL działającego w branży, zatrudniającego programistów PHP/JS od 2006 roku. Jeśli uważacie, że prowadzenie e-biznesu to jest taki banał i “kasa sama płynie z UK/USA, skądkolwiek” – to proponuję poprowadzić taki biznes przez rok czasu, a najlepiej przez lat 5 lub dłużej, bo przez pierwszych 5 lat większość firm upada. Ot, tak sobie. Sporo z nich częściej.

Wyzysk pracowników, małe pensje, itp itd. – twierdzi sporo z Was. A czy bierzecie pod uwagę ryzyko, jakie bierze na siebie przedsiębiorca? Czy wiecie, że często odpowiada całym swoim majątkiem? Sam przerabiałem taki temat w 2011 roku, gdzie nagle klient z Holandii postanowił nie zapłacić za wykonany projekt (finalna płatność). Czy Waszym zdaniem utrzymanie 5 osób na etacie, pomimo braku rozliczenia ze strony zleceniodawcy, i to w sytuacji gdy finalna płatność miała być tak naprawdę pokryciem kosztów i moją górką, to taki super intratny biznes? Czy wiecie jakie to problemy rodzi i jaki to stres mieć na koncie o 100k mniej niż zakładałeś? Trzeba wtedy brać kredyt (tylko wiecie, że przedsiębiorcom z PL, wzięcie kredytu w 2011 roku, w sytuacji posiadania już innego kredytu inwestycyjnego – nikt nie udzieli, lub udzieli na złodziejskich warunkach) i płacić zobowiązania mimo wszystko, w tym wypłaty dla ludzi, podatki również, tym bardziej jak wystawisz fakturę. Przykładowo w PL płacisz podatek VAT nie w momencie uregulowania płatności przez klienta, a w momencie wystawienia faktury VAT powstaje obowiązek zapłaty podatku VAT, niezależnie czy tę kasę od klienta dostaniesz, czy nie. Dochodzenie i windykacja takiej kasy często trwa latami i nawet pomimo wyroku sądowego i tak nie odzyskasz pieniędzy, bo dłużnik jest goły i wesoły. Są takie firmy także w Polsce, nie będę wymieniał z nazwy – ale oszukali wielu podwykonawców (firmy jak moja), zmienili formę prawną, dlugów nie zapłacili i działają dalej pod tą samą domeną (sic!). Czy wiecie ile jest kruczków prawnych, pułapek i min związanych z prowadzeniem działalności? Czy wiecie, że w ubiegłym roku pojawiło się najwięcej zmian w prawie od czasów II RP? Zapewne nie.

Dlatego jak widzę, że przy ofercie na 2-3k dla firmy z PL pojawiają się komentarze w stylu “chyba euro”, to mi się nóż w kieszeni otwiera. Przez takie komentarze, jako osoba z branży (dawniej też byłem programistą, obecnie jestem przedsiębiorcą z tej branży) – co słusznie Ferrante opisał – obraz branży jest fatalny. Ja jako pracodawca z tej branży odbieram Waszą grupę na FB jako przejaw buty i arogancki, dosadniej mówiąc myślę sobie widząc takie komentarze, że niektórym się w d. przewróciło z tego wszystkiego. :P

Podsumowując, nie wszystko takie piękne jak wygląda.

Powodzenia.

Adam
29

Dzięki Adam za komentarz, dokładnie tak to wygląda, brak wyobraźni i narzekanie, zamiast konkretnych działań.

30

Adam a tak szczerze to ile zarabiasz? Chyba możesz podać, nie przedstawiłeś firmy i nie jest to konieczne, podaj tylko ile szczerze zarabiasz.

Kamil
31

Nawet gdyby zarabiał miliony rocznie, czy coś by to zmieniło?

32

@Kamil, bywały lata z problemami, gdzie zarabiałem -10k pln miesięcznie. Praktycznie rzecz biorąc od czasu problemów z 2011 roku dopiero teraz wychodzę na prostą (spłata kredytów, kredytów na spłatę kredytów, itd.). Poza wspomnianym klientem w tym samym okresie, wystawiło mnie jeszcze 2 innych kontrahentów – i o ile od 2006 do 2011 roku nie miałem takich sytuacji, to w 2011 roku nałożyły się 3 takie przypadki pod rząd. Gdy czytam nekrologi/newsy w prasie, że “przedsiębiorca popełnił samobójstwo, bo nie radził sobie z firmą” itd. to wiem co taki człowiek mógł czuć, choć ja takich myśli nie miałem, to wiem jaki to stres. Przerąbana sprawa – masz 5 ludzi u siebie, płacisz im pensje, oni zrobili dobrą robotę, a tutaj nagle nie masz kasy na nic, włącznie z jedzeniem. Wiem co znaczy nie mieć 100 zł w portfelu i setki tysięcy na minusie na koncie :) Sporo siwych włosów mam do teraz (30 lat), nie życzę nikomu takich akcji i atrakcji – nie można spać, itd.

Jeśli chodzi o zarobki z branży tzw. “web development” – od czasu akcji z 2011 zmieniłem profil działalności, szczerze robota od zlecenia do zlecenia zbrzydła mi totalnie po tych akcjach co miałem. W sytuacji gdy wszystko szło OK, nie zarabiałem z tego jakichś kokosów – od 5 do 10k na miesiąc, dodam, że przy niezwykle dużym ryzyku i praktycznej “orce” dzień i noc, bo masz na głowie wszystko. Jesteś glównym księgowym, dyrektorem finansów, marketingu, HR, itp itd. Mówię o agencji interaktywnej z 3 do 5 programistami/grafikiem, która zaczyna karierę na rynku.

Często się programistom wydaje, że robienie kodu to jest najgorsza część pracy, ale uwierzcie lub nie – ja mam porównanie jako programista (przed 2006 rokiem) i przedsiębiorca z branży (po 2006 roku). Czasy gdy programowałem wspominam jako miłe i przyjazne, było więcej czasu na wszystko. Jak jesteś właścicielem firmy to na etapie wstępnym/rozwoju jest ciężko i wymaga to bardzo wielu wyżeczeń, bardzo, bardzo dużo czasu, samozaparcia i wytrwałości. I nie, nikt nie pochwali Cię – klienci zamiast pochwał, chcą rabatów i dodatków w gratisie. Trzeba walczyć. :)

Ja jestem zdeterminowany w tym co robię i mimo problemów nie rzuciłem nigdy głównego celu, buduję cały czas swój e-biznes w innej formie, cały czas dokładam cegiełki do tego. Nie liczę ile zarabiam na miesiąc, buduję wartość firmy poprzez to, czy ona się rozwija czy nie – kasy nie wydaję na auta, luksusowe wakacje, tylko inwestuję dalej – w pensje dla pracowników, w reklamę, w dotarcie do nowych klientów (nie robię już stron, tylko sprzedaję e-usługi – o detalach nie chcę mówić). Zarabiam tyle, żeby było mnie stać na komfortowe życie, ale mieszkania nie mam za gotówkę tylko w kredycie, auta nie mam wcale – bo po co, itd. Wierzę jednak, ze ta orka finalnie doprowadzi mnie do większego stanu konta niż przeciętne w długim okresie.

Reasumując raz jeszcze: chcę podkreślić, że małe firmy typu agencje interaktywne z PL, to nie są korporacje od xx lat na rynku. Przebicie się przez setki konkurentów, zdobycie kontraktów to wymaga talentu i szczęścia. Jak więc oczekujecie od firmy małej z PL że Wam da 10k na rękę (gdzie kwota netto to nie jest jedyny wydatek firmy – zobaczcie sobie w kalkulatorach wypłat, ile firma musi wydać by dać umowę etat na 10k).

Adam
33

coś urwało.. jak oczekujecie tych 10k od małej firmy z PL, to jest to nierealne.

Adam
34

@ferrante gdyby tak się okazało, że zarabia miliony a w kieszeni otwiera się nóż bo pracownik chce 2000zł to sory ale dla mnie byłby zwykłym bucem.

@Adam
Sam sobie zgotowałeś ten los. Sam się na to zdecydowałeś wiedząc lub nie co za tym idzie. Jak widać są problemy ale idziesz dalej. I fajnie. Życzę Ci powodzenia.

Mnie wkurza wychodzenie z tej logiki, że jak pracodawca dużo zarabia to piszecie – załóz swoją działalność zobaczysz jak jest ciężko.
Kurde, jak mi się film nie podoba to mam nakręcić nowy? A jak mi pizza nie będzie smakować to mam sobie upiec lepszą? Chyba coś tu nie gra…

Ja jestem programistą od niecałych 4 lat. Ryzyka też trochę zaznałem może nie w takiej skali jak Ty. Gram na giełdzie od 2 lat, były momenty że 90% swojego majątku miałem w papierach wiesz jakie to jest ryzyko? W zeszłym roku zdiagnozowano u mnie raka, przeszedłem operację, chemioterapię. Jak mi ktoś tak pisze, że jego działalność stresuje a zarabia 10k to też mi się nóż w kieszeni otwiera.

Kamil
35

@Kamil, jak Ci pracodawca nie odpowiada to go zmień, proste.
O tym Ferrante pisał zdaje się w blogu czy komentarzach. Ja tylko pokazałem drugi punkt spojrzenia, z pozycji pracodawcy.

Oczywiście zdaje sobie sprawę, że są pracodawcy, którzy świadomie wyzyskują pracowników – tak jak i są klienci, którzy to robią. Są też programiści, którzy celowo odwalają chałturę, są też profesjonaliści. itd.
Co do giełdy to jest to według mnie nieco inny typ ryzyka, poczytaj Buffeta/Grahama jak dywersyfikować ryzyko. Ja nie zaryzykowałbym nigdy 90% aktywów w papiery. Z kolei startując od 0 z firmą, bez żadnego wsparcia finansowego, bez większych oszczędności, raczej trzeba się poświęcić na starcie i to na 200%, żeby dojść dokądkolwiek.

Współczuję z chorobą, trzymam kciuki. Sok ze świeżej marchwi podobno jest dobry w takiej sytuacji (znajomy programista też to przechodził).

Teraz mnie działalność już nie stresuje, wyprowadziłem ją na prostą, ale opowiedziałem w kilku słowach krótką historię, jaka do tego może prowadzić wyboista droga. Zresztą równie dobrze może mnie to czekać znowu, co mam nadzieję nie nastąpi już :) No risk, no fun.

Adam
36

Jest cała masa ofert pracy za 10k+ dla dobrych programistow. Znam takich, którzy zarabiają 20-50 miesiecznie na kontraktach. Dlatego wybacz, ale nie zgodzę się na tym blogu na tego typu defetyzm i rzucanie się ludziom do gardeł.

37

Poza tym chyba nie zrozumiałeś, co napisałem w poście #31. Napisałem, że zarabiałem przez wiele miesięcy -10k, czyli minus 10 tysięcy pln średnio na miesiąc. W okresach bez problemów od +5 do +10k.

Jeśli miałeś mieć wpływ np. od klienta na 100k w jednym miesiącu, a go nigdy nie dostałeś, to ile zarabiasz wtedy? To jest ryzyko przedsiębiorcy właśnie.

Adam
38

#Ferrante: nie twierdzę, że nie ma takich ofert – są, ja tylko mówię o swoim przypadku i wiem na ile może sobie pozwolić firma startująca, mała firma z PL, bez jakichś wybitnych kontraktów. Nie wiem gdzie tu widzisz defetyzm, dodałem swój punkt widzenia jedynie z pozycji pracodawcy.

Jest masa firm, co ledwo wiąże koniec z końcem, oferty rzędu 20-50k nie dają małe small buisnessy, tylko większe korporacje. Jeśli mała firma robi obrót rocznie 100-200k (a to i tak sporo agencji interaktywnych ma problem ze zdobyciem takich kontraktów), to jak ma zapłacić 1 programiście 10 tys. zł na miesiąc pensji? Tymczasem gdy taka firma wrzuci ogłoszenie na Waszej FB grupie za te 2-3k, to zostaje arogancko wyśmiana.

PS szkoda, że nie ma scalania komentarzy.

Adam
39

No tak Adam, mniejsza firma może dać mniej, większa więcej. Przecież nikt pieniędzy nei wyczaruje. Chce tylko powiedzieć, że naprawdę istnieje wybór. A tak dostajemy tylko jakieś teorie spiskowe i zarzuty wyssane z palca. Zastanawiam się kto ludziom wpoił takie pierdoły, że zaczęli wierzyć w klikę przedsiębiorców wyzyskiwaczy, kiedy taki JS News Jobs ugina się od ofert za dobre 10k często.

40

Jestem studentką pracującą w korporacji IT od 8 miesięcy, i wiele z tych rzeczy, które opisałeś, doskonale wpisują się w moje realia. Na szczęście mogę powiedzieć z pełną odpowiedzialnością, że większa część mojego zespołu (oprócz jednej koleżanki to sami faceci) to ludzie inteligentni, uprzejmi, zawsze pomocni i uśmiechnięci. Przychodzą się witać z podaniem ręki :) co zawsze ogromnie mnie śmieszy, bo nie przywykłam do tego, ale traktuję to jako oznakę akceptacji. A że między sobą czasem przeklinają, rzucają seksistowskimi żartami – to fakt, średnio przyjemne, ale jestem w stanie im to wybaczyć. Na żarty w stylu “kobieta to może programować pralkę” (btw, padł dzisiaj dokładnie taki w kuchni!) reaguję żywo, ale nie fochem czy płaczem, tylko zazwyczaj jakąś ripostą – taki już mój charakterek ;) ale wiem, że mnóstwo kobiet czułoby się w tym po prostu źle.

Z przykrością muszę niestety stwierdzić, że spotykam się z takimi grupami (w innych zespołach), w których zdecydowanie czuję się źle od pierwszej minuty przebywania z nimi. Próżność, poczucie wyższości, wzrok pt. “i co Ty tu dziecinko robisz” mówi sam za siebie…

Świetny tekst, pozdrawiam!

Kasia
41

TL;DR: don’t panic. naturalny proces w rosnącej społeczności, zapewnić lepsze interakcje, quality time.

Symptomy złe, trudno się nie zgodzić. Tylko skąd przekonanie, że nasze community jest takie wyjątkowe i elitarne?
Każda społeczność zbudowana wokół kilku idei lub zainteresowań degeneruje się w miarę jak staje się popularna. Wystarczy poczytać o upadku starych serwisów społecznościowych: “najpierw ludzie byli wspaniali a potem dzieci neostrady…”.

Oczywiście nie jest to też poprawna diagnoza problemu. Ludzie, którzy nie potrafią się zachować nie przyszli do naszej społeczności nagle po tym jak już się ukształtowała. Wszystkie cechy w każdej wystarczająco dużej grupie osiągną w końcu rozkład normalny. Mamy więc niewiele kulturalnych osób, wiele osób, które potrafią sie zachować, ale nie przywiązują do tego dużej wagi i niewiele osób, które chętnie biegałyby bez gaci, ale za to w gumiakach (przepraszam za nawiązanie do stereotypu).
Wszyscy wiemy kto bardziej rzuca się w oczy.

Każdą społeczność czekają takie problemy, gdy osiągnie pewną “masę krytyczną”. Z drugiej strony wiemy, że może być inaczej, bo bywamy też w małych grupach.

Dlatego nie spotkacie mnie na facebookowych grupach, bo nie jest to moim zdaniem medium sprzyjające pozytywnym interakcjom.

Anegdota: podczas pracy zwykle słucham muzyki z groovesharka. Na chacie kanału, którego słucham siedzi zawsze te same kilka/naście osób. Francuz pod czterdziestkę, któremu właśnie urodziło się dziecko, 16latka z jakiejś wyspy na oceanie itp. Totalna zbieranina. I ludzie w tak małej grupie potrafią się szanować. 25latek lubujący się w niewybrednych żartach tłumaczy wspomnianej 16latce pojęcie, którego nie zrozumiała z trwającej rozmowy o rosnącym w sile nacjonaliźmie we Francji.
To, że ktoś czasami sobie poprzeklina lub rzuci głupim żartem jest dopuszczalne, jeśli odbiorcy znają go na tyle, żeby wiedzieć, że kryje się za tym człowiek.

Proponuję powrót do bardziej osobistego kontaktu. Zmianę z “teraz ja im powiem!” do “dawno nie widziałem Tomka”. Mamy społeczność dookoła webdevelopmentu, ale przecież nie chodzi o JAvaScript tylko o ludzi.

W spotkaniach twarzą w twarz zwykle jest lepiej. Uważam, że meet.js (jako spotkanie lokalne, nie grupa na fejsie) jest raczej przyjaznym miejscem. Ale interakcje 1-1 są najważniejsze. Dlatego od początku roku (kto ze mną gadał to wie) wymyślam inne formy spotkań, które w ramach meet.js wprowadziłyby więcej interakcji. Bo póki co nasze spotkania za bardzo przypominają wyjście do kina.

42

Noooo, proszę pana! Że przypadkowa humanistka tak specyficzny tekst czytała z wypiekami, to naprawdę ;)
Świetny post, gratuluję!

J.
43

Przyznam szczerze, że ten tekst mnie natchnął… i idea, która kiedyś zrodziła mi się w głowie (szkolenia skierowane głównie dla osób bardzo początkujących), naglę nabrała w mojej głowie dużo więcej sensu.

44

Bardzo dobry tekst. Od bardzo dawna już omijam szerokim łukiem polskie fora gdy potrzebuję pomocy w jakiejś sprawie.

Michał
45

Niezły tekst.IMO w każdej branży często trafia się mnóstwo ludzi, których można określić mianem dupków. O ile w marginalnie takie poczucie humoru może być zabawne, o tyle w skali publicznej gdy staje się normą, to jest już ciężko. Należy po prostu odcinać się od takiego środowiska, zanim stanie się dla nas toksyczne i nim przesiąkniemy. Humanitarne-wcale. Egoistyczne-owszem. Skuteczne-bardzo.

Krystian
46

Świetna wrzutka Panie Damianie. Po przeczytaniu tego tekstu dotarło do mnie, że zjawiska, które Pan przytacza dotyczą nie tylko społeczeństwa skupionego wokół frontendu. Jak ktoś wyżej zauważył problem jest globalny i dotyczy wiele różnych dziedzin, wiele różnych społeczeństw, a nawet prostych skupisk, gdzie po prostu jeden przed drugim próbuje pokazać się z lepszej strony, a wynikiem takiej potyczki może być przypadkowe wykluczenie kogoś. Egoizm, głupota, narcyzm, a może po prostu człowieczeństwo? Może nie da się tego zmienić i zawsze czarne owce w stadzie pojawiać się będą, cóż… przynajmniej się starajmy.

47

Spójrzmy jak zmieniała się filozofia, rozwijaliśmy się cywilizacyjnie, jak poszczególne epoki wprowadzały coś nowego do życia (choćby oświecenie). Głupoty się nie pozbędziemy, możemy zaś zmienić konwenanse i reakcje.

48

Świetny post. Jako kobieta w IT cieszę się, że jest coraz więcej takich przemyślen ze strony mężczyzn. I że są one racjonalne i bez zbędnych emocji. Chyba kiedyś spotkalismy się na Front Trends. Pewnie miałabym parę rzeczy do powiedzenia na temat tej konferencji i otwartości na kobiety ;) Ale, mniejsza z tym. Jedyna szkoda, że post nie jest po angielsku.

49

Świetny tekst, naprawdę! Czytałam z uwagą i z …ulgą.
Ze swojej strony, chciałabym tylko dorzucić przykład moich własnych doświadczeń.
https://dl.dropboxusercontent.com/u/168518/x42.png
Jestem grafikiem od 8 lat, ale takie sytuacje niestety nie należą do rzadkości. Rozumiem, że nie mogę się wycofywać ze społeczności z powodu kilku idiotów, ale … po takich akcjach, zawszę czuję opór przed ponownym wypowiadaniem się.

Izabela
50

Nie korzystam z polskich forów czy blogów informatycznych, nie jestem też związany z żadnym stowarzyszeniem i pewnie dlatego nie widzę tych problemów, o których piszesz.

Studiowałem informatykę na dwóch uczelniach, teraz pracuję już w czwartej firmie. W takcie studiów oraz później w pracy poznałem setki osób z branży. Z moich obserwacji wynika, że kultura pracy i relacje międzyludzkie różnią się istotnie w poszczególnych firmach, ale nie ma chamstwa. Na rozmowach o pracę oceniane są umiejętności miękkie, a osoby, które mają trudny charakter nie mogą liczyć na awans bez poprawy stosunków z innymi pracownikami. Usłyszałem oczywiście (dosłownie) kilka szowinistycznych żartów, ale raczej na studiach niż później w pracy.

Wydaje mi się, że problem nie dotyczy informatyków jako takich, ale tego, że ludzi w sieci dostają małpiego rozumu. Dlatego nie stygmatyzowałbym środowiska jako patologiczne i nieprzystępne. Jeśli nie chcemy się denerwować to powinniśmy po prostu unikać czytania komentarzy w sieci i ograniczyć się do samych wpisów. W innym wypadku musimy się liczyć z tym, że znowu 1% społeczności popsuje nam humor.

gamer
51

Jako kobieta w IT i frontobackendzie jednoczesnie muszę przyznać, że akcje pod tytułem co tu zrobić, żeby było przybyło kobiet mnie trochę wkurzają. Czy mężczyźni, którzy wykonują zawód niańki albo pielęgniarza organizują takie akcje? Wie ktoś może? A poza tym na budowie też pracuje mało kobiet więc coś też trzeba z tym zrobić! Artykuł jest ciekawy bo zwraca uwagę na kulturę osobistą. Ja jestem jak najbardziej za kulturą w pracy ale ludzie nie dajmy się zwariować. Przyznam się, że nie pracowałam w Polsce, tylko parę ładnych lat zagranicą, więc na temat jak jest konkretnie w PL póki co nie mogę się wypowiadać. ALE np. w USA na głębokim południu, byłam traktowana świetnie, pewnie dlatego, że świetnie pracowałam. Mój szef mężczyzna był obiektem żartów, co mu zupełnie nie przeszkadzało, a backendowcy po pomoc we frontendzie przychodzili do mnie, bo wiedzieli, że na mojego szefa nie mają co liczyć. Oczywiście po tym jak się już dobrze poznaliśmy zdarzały się seksistowskie żarty, w dużej ilości nawet (właśnie typu, że miejsce kobiety jest w kuchni itd), a także żarty nawiązujące do komunistycznej przeszłości Polski (to tylko przez bardziej wykształconych:)) ale mi to zupełnie nie przeszkadzało. Wręcz przeciwnie, sama w tym uczestniczyłam bo niektóre są naprawdę zabawne. Nie czułam się urażona pewnie dlatego, że ja się świetnie ze sobą czuję – wiem co robię i wiem że jestem w tym dobra, wiem też, że jest pełno facetów lepszych ode mnie w programowaniu i bardzo dobrze bo mam się od kogo uczyć! Gorszych też trochę jest:) Trzeba mieć trochę dystansu do siebie. A jak Wam czyjeś zachowanie nie pasuje to się mówi to i tyle – zawsze kulturalnie oczywiście. Nie każdemu odpowiada konkretny rodzaj humoru, czy zachowania i trzeba to uszanować, ale to nie oznacza, że teraz na wszelki wypadek będziemy śmiertelnie poważni i sztywni i będziemy chodzić na palcach wokół każdej kobiecej duszy żeby czasem jej nie urazić bo według mnie to jeszcze bardziej będzie ją alienować.
A tak na marginesie to jeszcze chciałam dodać, że flanela chyba była ostatnio znowu w modzie :)
Pozdrawiam wszystkich i wracam do garów i pieluch ;) ;P

A
52

So, coding gurus are not necessarily professionals.

– profesjonalizm to nie tylko bycie coding guru, ale również umiejętności miękkie, kultura, etyka – przypominają mi się zdania z książki “The Clean Coder.” Roberta C. Martin. (aka Uncle Bob).

Piotr
53

[…] oraz problemie poznawania nowych osób. Generalnie, jeśli ktoś miał okazję czytać ten wpis, to miał jego […]

54

Moim zdaniem przesadzacie. W każdej społeczności są lepsze/gorsze egzemplarze, a brak kobiet nie wynika z tego zjawiska. Równie dobrze można diagnozować brak kobiet wśród kierowców TIRów. Dlaczego ich tam nie ma? Bo TIRowcy bluzgają?

IMO tylko tam gdzie nie ma anonimowości i jest walka o prestiż, dochodzi do podniesienia poziomu. Stack overflow – tam proporcje podobne ale jakoś problem niezbyt widoczny.

Dodaj komentarz

Dozwolone tagi: <blockquote>, <code>, <strong>