Ballada o lekkim zabarwieniu front-endowym: część pierwsza

Swego czasu, eksperymentalnie napisałem krótką, zmyśloną historię o front-endzie, realiach startupowych, konferencjach i tak dalej. Podobieństwo do prawdziwych osób i zdarzeń jest zupełnie przypadkowe. Oto część pierwsza, może Wam się spodoba.

6 rano. Marzec. 38 milionów ekspertów od burgerów oraz tradycyjne topienie bałwana w Wiśle. Polska w pełnej krasie. Już średnio po 22.5 sekundach pobytu na zewnątrz spełniasz wszelkie wytyczne Sanepidu, by móc zapakować Cię w niebieski papierek i wysłać jako Big Milka do Piotra i Pawła. Wszystko, dosłownie wszystko było lepszym pomysłem niż wyprawa 300 kilometrów dalej 12 letnim Audi TT w cztery osoby i wierzcie, uwzględniłem w tych rozważaniach również kodowanie projektu w CoffeeScript.

— Ostatni raz się na to godzę. Co, jak rozpozna nas ten blondyn z łapą Pudziana, który wyrzucił nas z OGSu i gonił przez pół Marszałkowskiej?
— Nie będzie. A poza tym, teraz nie wbijamy na konferencję na krzywy ryj z własnymi smyczami z logo Biedronki.
— Oby.

Nasze mózgi jeszcze do końca się nie obudziły, ale podświadomie każdy z nas wiedział, że zapamiętamy tę wyprawę na długo. Misja Warszawa. Wsiedliśmy w samochód, nie wiedząc, co nas czeka w stolicy. Setki komentarzy, mnóstwo kurtuazyjnych tweetów. Wymyślaliście kiedyś teksty, by — nie wychodząc na żebraka — ktoś Was zafollowował na Twitterze? Byliście tam, jestem pewien! No właśnie. Pół nocy wymyślaliśmy tekst, że “Byłoby miło wysłać Ci DMa. Czytam Twojego bloga i jest fajny, hehe. PS Fajne fotki z NYC.” Jeśli wszystkie nasze poprzednie tweety w tym temacie to była magisterka, to ostatecznie zdobyliśmy doktorat z lizania dupy. Opłaciło się. O ile dwóch z naszego teamu nie połamie kręgosłupa po drodze.

O 6:15 podjechałem jeszcze po gaz do samochodu i mogliśmy ruszać.

Po jakimś czasie byliśmy już w znacznie lepszych humorach. Pasażerowie z tyłu powoli się wybudzali i snuli ambitne plany na niedaleką przyszłość:

— Ale jakiś browarek byśmy mogli trzasnąć — zaproponował Marcin.
— Ziomuś, ale dopiero poł godziny jedziemy.

W ogóle lubiłem słuchać Marcina. Miało się wrażenie, że pracuje jako taksówkarz, a nie front-end developer. Równie dobrze mogliśmy jechać na JSConf Asia — wystarczyłoby jego historii prawdopodobnie i na podróż dookoła świata.

— Stary, no mówię, alt, control i 69.
— Jasne.
— Ziomuś, no sam robiłem commita.
— Co za typ, nie wierzę. 3G jest, sprawdzam.

Byliśmy właśnie gdzieś w okolicach Łodzi. Zibi nie wytrzymał, wyjął laptopa i wpisał adres jednej ze stron znanej stacji TV.

— Ty, kurwa. Naprawdę wyskakuje! Hehe.
— No.

Marcin nie blefował. Po naciśnięciu alt, ctrl, 6 i 9 logo zamieniało się w cycki i nikt do tego nie doszedł, bo kod był w zasadzie nieczytelny.

— No wkurwili mnie, najbardziej ten project manager, ten, co brał się za asystentkę, no jak mu było.
— Andrzej.
— No własnie. 90% premii wziął!

Życie w tamtej agencji, w dodatku jako front-end developer, nie było usłane różami, tym bardziej jako Junior. Najgorsza robota, a i tak na końcu byłeś okradany z pensji przez największych cwaniaków w firmie. Trzeba było jakoś odreagować, a Marcin nie należał do komformistów. W pewnym sensie człowiek jest na końcu łancucha pokarmowego. Co z tego, że Twój zespół mimo upływających lat pozostaje młody i dynamiczny, nie da się tego tak łatwo przeskoczyć.

Jechało się dobrze. Rekordowo. Dopiero po dwóch godzinach spędzonych na przestronnych tyłach Audi TT, chłopaki zaczęli przeglądać oferty wózków inwalidzkich. Mimo luźnych historii i plotek, któym nie było końca, chyba każdy z nas jednak przeczuwał w co się wpakowaliśmy, a najbardziej wyczuwalne zrobiło się w to w momencie, kiedy pierwszy raz nastała cisza dłuższa niż dwie minuty.

— Posramy się człowieku, nie ma bata, byśmy to dobrze zrobili. — nagle wypalił Marcin, jakby wiedział o czym myślę.
— Milcz, wjedziemy na scenę jak profesjonaliści. Nie zapomnij założyć koszulki z logo HTML5. — starałem się zachować pozory pewności siebie.
— Ta. Już Macierewicz byłby bardziej przekonujący. Widziałeś line—up? Mary Lou, Cocklord, Nudzyński. Śmietanka człowieku, 30 procentowa.
— Nie pierdol, sprzedamy to.
— Trzeba było gadać o jQuery mobile.
— Ta, przegląd kaw na instragramie najlepiej.
— Dobrze, że mówimy po tym kolesiu z dwiema parami Glassów na profilówce, może nie będzie wtopy.

Było w tym trochę racji. Jechaliśmy ze swoją prezentacją, której w ogóle nie przećwiczyliśmy, a przykłady działania były zwykłymi gifami. Z Gimpa. Cel był jeden — znaleźć inwestora. Na konferencji lub po, nieważne. Mieliśmy pokazać pomysł, zrobić show i dać ludziom wierzyć, że robimy rewolucyjną rzecz. Nasze narzędzie miało rozpoznawać dobrego programistę po zdjęciu jego twarzy. W JavaScripcie. Zibi studiował psychologię i miał kilka konceptów, a my w to uwierzyliśmy, w dodatku czując duży entuzjazm dla tego pomysłu z zewnątrz, szczególnie od butelki wódki. Błyskawicznie wysłaliśmy też nasze zgłoszenie na jedną z największych konferencji w Europie — Onion-Trends, która tym razem odbywała się w marcu. Robiło ją dwóch Polaków, co roku w Warszawie. Do tej pory działo się to w kwietniu, tym razem jednak postanowili zorganizować tzw. “cebulki” w marcu, żeby, cytuję ich “zaoferować idealne warunki pogodowe do podawania wódki w przerwach kawowych”. Polubiliśmy tę konferencję od zaraz! Była jeszcze co prawda inna, BackRow w Wieliczce, jednak organizatorzy od dwóch lat procesowali się o nazwę z 10 innymi, tak samo nazwanymi konferencjami z zagranicy, więc wybór był jeden.

Byliśmy już koło Łowicza, kiedy zadzwonił do nas organizator Onion-Trendsów:

— Panowie, sprawa jest.
— No siema, siema, dajecie nam jednak Hiltona zamiast tego akademika?
— Nie do końca. Nie byłoby problemu, jakbyście powiedzieli u nas keynote’a?
— Że co?! — krzyknąłem, wjeżdzając prawie na barierkę.
— No był wczoraj dinner, wiesz jak to amerykańcy, zawsze kurwa chcą próbować lokalnych rzeczy. Daliśmy im trochę bigosu, wódeczka była, śledzie. W każdym razie Cocklord ma ostrą biegunkę i nie da rady.
— …
— Jesteś tam?
— Jestem, jestem…
— A, i jakbyście zapłacili z góry za ten pokój to byłbym wdzięczny!

Rozmowa trwała jeszcze jakiś czas, ale nie ma sensu jej przytaczać w szczegółach, tym bardziej, że dużo było o składzie sałatki jarzynowej. Jeśli w okolicach Łodzi byliśmy jako tako w dupie, to teraz koło Łowicza miałem zamiar wyciągnąć latarkę, bo ciemniej już być nie mogło. Właśnie daliśmy się namówić na to, by mówić o projekcie, który jeszcze nie istnieje przed salą pełną ludzi. Na oko z 600.

Czy mogło być jeszcze gorzej?

Komentarze

1

Czy autor, pisząc tę notkę, sugerował się tym materiałem: http://www.youtube.com/watch?v=g5IYXAsNAqQ ?

G
2

Mary Lou <3

3

BackRow <3

4

Zamieniasz wszystkie myślniki w artykule na pauzy? „front—end” wygląda co najmniej komicznie.

pathes
5

Przeoczenie, dzięki.

6

Piękne, kurna, piękne! :D

Dodaj komentarz

Dozwolone tagi: <blockquote>, <code>, <strong>