Nienawiść

Nie zawsze rozumieliśmy powody płaczu dorosłych. Zresztą, pewnie pamiętasz swoje dzieciństwo i największe problemy. Zadanie domowe, piłka do nogi, nowy atlas geograficzny. Czasy, kiedy zadowalałeś się najprostszymi rzeczami, czasem bez większego sensu, chociaż wtedy miały one dla Ciebie duże znaczenie, którego nikt dookoła zdawał się nie rozumieć. Gdy omijałeś straszne filmy, a rozrywkę przynosiła jakakolwiek komedia lub animowana bajka. Prawdopodobnie nigdy wcześniej ani nigdy później nie śmiałeś się tak często, choć zawsze powtarzałeś, że chciałbyś być dorosłym, bo wtedy nie trzeba chodzić do szkoły.

Po jakimś czasie coś się zmieniło. Zdefiniowałeś sobie swój własny katalog rzeczy dobrych i złych. Znalazłeś nowe autorytety, muzykę przy której mówiłeś sobie, że wstaniesz jutro i wyjedziesz 100km dalej z dziewczyną, tylko po to, by zaczęli Cię szukać. Ulubione papierosy, gry i gołe baby. Zaczęło obchodzić Cię, co mówią o Tobie inni, choć robiłeś wszystko, by temu zaprzeczyć. Prace domowe zacząłeś robić przed lekcjami. Pierwszy raz dałeś komuś w mordę, a kolega, którego do tej pory biłeś grabkami w piaskownicy stał się z czasem tym głupim chujem. Przestałeś wierzyć, że płacz i złe rzeczy dzieją się dlatego, że byłeś niegrzeczny lub to wina Baby Jagi. Okazało się, że tak po prostu z ludźmi jest.

Każdy miał jakiś wzór do naśladowania. Choć mają one to do siebie, że stają się nieaktualne, to zawsze pozostaje w nas ta część, którą najbardziej podziwialiśmy. Jednym z moich był Vesemir, redaktor Załogi G, który długi czas co numer publikował tam swoje felietony. Lepsze i gorsze, jak sam mówił. Nie przeszkadzało mi to, by wziąć go sobie za wzór. W szczególności jego warsztat pisarski. Pamiętam, że największy na mnie wpływ jako człowieka miały w pewnym momencie dwie rzeczy: książka “Buszujący w zbożu” oraz artykuł “Dom”, autorstwa Vesemira właśnie. Kolejny raz dowiedziałem się, że rzeczywistość nie jest taka, jak opowiadali nam o niej nasi rodzice. Najbardziej w pamięci utkwił mi poniższy fragment:

A ja zauważyłem, że im mniej telewizora w moim życiu, im mniej reklam, im mniej ładnych dziewczyn na ekranie, im mniej gazet z najnowszymi samochodami i gadżetami – tym mi lepiej. Człowiek powinien cenić tylko to co ma na sobie i w sobie, cała reszta jest ulotna i mało ważna. A przecież każdy powinien wiedzieć, że nogi Toma Jonesa w “Tom Jones International” są obrabiane komputerowo żeby ładniej wyglądały i lepiej tańczyły, gwiazdy mają tony makijażu na sobie i stosują mnóstwo sztuczek, aby lepiej wyglądać na ekranie, stosują nawet specjalne lampy, a na plecach naciągają skórę aby w ujęciu od frontu w filmie była ona bardziej gładka, a teraz to te stare sposoby zastąpiono komputerową techniką, każdy powinien też pamiętać że słuchanie muzyki z odtwarzacza mp3 wcale nie przyprawia o orgazm pięć razy dziennie, a za najnowszy super-bajerancki-samochodzik można dostać tylko po pysku i jeszcze go stracić nadzwyczaj szybko na polskim parkingu.

Mnie zaś wystarczy, że przerastam dresiarza z dworca w Katowicach, który wygląda jak niedorobiona wersja Johna Travolty żującego gumę, z odrobinę większą ilością żelu na głowie, wystarcza mi świadomość że ten czy inny wspaniały twardziel ma też swoje problemy, i podoba mi się świadomość że mogę chodzić nierozpoznany po ulicach i obserwować świat. Wystarcza mi świadomość, że nie muszę tkwić w industrialnym świecie, bo gdy jestem w Koninie to piosenki Myslovitza nabierają jakiegoś takiego dramatycznego zabarwienia, i nagle się człowiek dławiąc orientuje, że to pod ten kontekst i pod tą sytuację jakby były one stworzone, w ogóle wyglądają jakoś całkowicie inaczej. Gdy usłyszę Queen’a gdzieś na ulicy to nagle chwytam, jaką wartością jest sztuka, która przeżywa swoich twórców i tkwi w ludziach wciąż żywą pamięcią.

I nawet jeśli spomiędzy tych luźnych spostrzeżeń wychynie świadomość że całe ludzkie postępowanie to wysublimowana gra która prowadzi tylko do dziurki między nogami, nie podłamuje mnie, a wydaje się naturalne. Czym jest akt kopulacji każdy wie, a więc czemu ma wywoływać w nas takie emocje, czemu chcielibyśmy go więcej i więcej? Nawet małe dzieci w naszym świecie świetnie sobie zdają sprawę, że przelecieć babkę to pierwszy test na męskość, a drugim jest zarabianie kupy szmalu. Reszta się nie liczy, być dobrym ojcem w powszechnej świadomości już tak trudno nie jest.

Załoga G to było bardzo fajne zjawisko. Wszyscy za darmo poświęcali swój czas, by każdy numer (ZG była miesięcznikiem) wychodził z jak najlepszymi artykułami w określonym dniu. Nigdy nie było tam cenzury ani jakiegokolwiek cwaniactwa. Ciężko dziś o coś tak szlachetnego, czemu nie przygrywają osobiste interesy i chęć zarobku, i chyba dlatego też Załoga nie przetrwała próby czasu, choć istniała 8 lat. Po pewnym czasie człowiek przekonuje się, że świat jest ułożony tak, że lepiej zostać egoistą, dołożyć, wgnieść, zwyciężyć, przetrwać.

Lubię oglądać mecze, zresztą piłka to moja ulubiona dyscyplina sportu. Rzadko kiedy dosięgamy prawdziwej solidarności, tym bardziej mało co potrafi zastąpić 40 tysięcy gardeł krzyczących Polska Biało – Czerwoni. Murarze, policjanci, uczniowie, lekarze i zwykli dresiarze połączeni w jednym, pozytywnym celu. To jeden z tych momentów w życiu, że z gęsią skórką na całym ciele chciałbyś, by trwał jak najdłużej i wyszedł poza stadion, choćby na jeden dzień.

Taki okrzyk to góra dwie sekundy. Niewiele mniej potrzeba, by zostać wyzwanym od ostatniego debila zajmując komuś pas na drodze.

Ciężko dziś o dobrych ludzi. Często jesteśmy nimi tylko momentami. Kiedy się nas o to prosi lub akurat nie mamy w tym żadnego konfliktu interesów. Czasem też pewne rzeczy stawiają na chwilę do pionu. Jak choroba przyjaciela i widok ludzkiego cierpienia. Od święta wesprzemy jednak jakąś fundację lub zrezygnowani wykrzyczymy do świata z naszego pokoju, że boga nie ma!. No, i jest też Owsiak w styczniu. Życie lubi toczyć się dalej.

Tymczasem, jak pisał dalej Vesemir, mamy obowiązki i wobec tego kraju, i — wydaje mi się — przede wszystkim wobec nas. Zastanówmy się przez chwilę, co dobrego możemy zrobić jutro.
Znam ludzi, którzy nie potrzebują zbyt wiele. Życie dostatecznie dało im w kość. Czasem zastanawiają się, co by było, gdyby w pewnym momencie ktoś inny spasował, zachował resztki honoru lub po prostu pomógł. Dziś, by zapomnieć, zamiast thrillera wybierają proste komedie i śmiech. To prawie tak, jak ja w dzieciństwie.

Komentarze

1

A co to ma wspólnego z JS? :p nie no joke – to co napisałeś daje do myślenia. Ciekawi mnie natomiast to że wczoraj Paweł Nowak mówił o tym samym na Krakspot … zbieg okoliczności ?

2

Czasem bede pojawiac sie tutaj rozne felietony, na poczatku dzialalnosci myslalem, ze bedzie ich wiecej, no ale wyszlo, jak wyszlo.

Na Krakspocie nie bylem, ani Pawla nie znam oprocz bloga o Apple, takze zbieg okolicznosci albo uklad gwiazd ;-)

3

Widze, ze nie tylko ja czytalem Zaloge G :)

Jak to mowia na onecie? Kto czytal Zaloge G dopisywac sie? ;)

Szkoda ze to nie przetrwalo, byl to jednak fajny kawalek polskiego netu. Gdyby dzialali dzisiaj mieliby pewnie wieksze szanse na przezycie.

Kamil
4

Dobry artykuł, zdziwiło mnie trochę, że tutaj :d Piszesz gdzieś poza tym blogiem?

5

Ja nie czytałem Załogi G, ale jestem świadomy istnienia takiego tworu i z opinii zasłyszanych od różnych ludzi mógłbym polecić go “w ciemno”. Szkoda, że przestaje istnieć, ale być może to propozycja dla takich ludzi jak ja, żeby się jednak zapoznać z archiwum tego pisma?

6

“Załoga nie przetrwała próby czasu, choć istniała 8 lat”
A może to po prostu brak następców w następnym pokoleniu? W latach 90. i na przełomie wieków było wiele wspaniałych inicjatyw.
Ale najcześciej ludzie dorośli, musieli zarabiać na chleb, a nikt inny nie potrafił zająć ich miejsca.

7

Apropos następców… Niestety, to fakt, że coraz częściej trafia się w sieci na jakiś śmietnik, aniżeli wartościowe rzeczy.

Niestety, ale to jest minus szerszego dostępu do internetu. Kiedyś neta mieli ludzie, którzy naprawdę pracowali za jego pośrednictwem. Wsio było czystsze i bardziej rzeczowe. Sporo ludzi w dupie miało SEO (albo w ogóle nie wiedzieli co to) i pisali po prostu arykuły. Teraz niestety jest jak jest. Dostęp do czegoś wartościowego często jest opatrzony magicznym hasłem “Wyślij SMS’a”. Banda dzieciaków zakłada kolejne słitaśne blogi…

Co do samego artykułu – good shit krótko mówiąc. Trochę to jednak smutne, ale prawdziwe. Bezinteresowność w większości przypadków wyginęła, razem z innymi wartościami, które coś kiedyś znaczyły. Dzisiaj możemy jedynie uświadczyć wyścigu po hajs, szukania haków na drugą osobę i generalnie jak tu zarobić, najlepiej jak najszybciej i jak najłatwiej… Lajf…

Free
8

Nasza redakcja prowadzi wortal na temat jRPG. Temat niszowy, ale istnieje grono zapaleńców, redaktorów, a także ściśle określona grupa docelowa. Nie ma mamy reklam, nie pędzimy za trendem Social Network. Staramy się dostarczyć dobrą i wartościową treść. Staramy się :)

9

Heh, na Załodze to i ja debiutowałem :). Szkoda, że już nie ma w necie żadnego śladu.

Soviet
10

Heh, po przeczytaniu tekstu żałuję że sam nie czytałem Załogi. Ani nie wiedziałem jej o istnieniu ani za bardzo się nie interesowałem. Ale teraz widzę że ci ludzie doszli do wniosków do których ja doszedłem dopiero nie dawno. Bardzo chętnie bym poczytał te felietony jakby ktoś miał namiar.

Swoją drogą to się zaskoczyłem bo myślałem ze tu znajdę tylko felietony o frontendzie. Pozytywne zaskoczenie. Pozdrawiam

mantir
11

Dobrze napisane, aż cię zlinkowałem na FB. ;)

Od siebie: to od nas najwięcej zależy, czy wychodzimy z inicjatywą, czy utrzymujemy kontakt z wartościowymi ludźmi, czy się na ten świat zamykamy.

Dodaj komentarz

Dozwolone tagi: <blockquote>, <code>, <strong>