Pożycz 50zł

Ostatnio istną burzę wywołało na Wykopie ogłoszenie z forum internetowego Webhostingtalk. Poszukiwano niewo… tfu kogoś, kto zrobi silnik a la demotywatory.pl za bagatela 50zł. Temat dla mnie bardziej niż ciekawy z dwóch względów. Pierwszy to taki, że gdzieś tam w tle pojawiły się odwołania do mojego artykułu sprzed dwóch lat – „Mamo! Umiem PHP!„. Drugi, że z tego wszystkiego wynikła dość ciekawa dyskusja, do której chciałbym dorzucić swoje 3 grosze.

Z komentarzy pod wykopem1 i z postów na forum płyną dwa (no, może w porywach trzy) wnioski – tylko młodzież robi kompletne strony za przysłowiową flaszkę (lub paczkę fajek, jeśli to młodzież mniej buntownicza jest), za 50zł nie da się kupić dobrej whisky (tudzież palety sprawdzonego, niemieckiego Marlboro od Tomasza H.) oraz to, że żaden szanujący się programista nie spędzi dwóch tygodni, by zarobić stawkę, jaką może uzyskać za godzinę w dobrej firmie.

Przede wszystkim jednak – nie przesadzajmy i nie demonizujmy rzeczywistości. Natura, jak kiedyś mądrze powiedziano, lubi równowagę. Zawsze znajdzie się ktoś, kto zrobi serwis za grosze. Takie mamy prawa rynku – jeden potrzebuje na chleb, drugi na ferrari. Pewnych rzeczy niestety nie można zmienić, mimo że wszelka logika nakazuje, by było tak, a nie inaczej. Poza tym za małe pieniądze pracuje wielu młodych programistów. Bardzo często ktoś, coś tam, kiedyś zakodował, udało się, więc dlaczego nie przyjąć zlecenia? Jasna sprawa, sam tak robiłem. Jakie są jednak konsekwencje niskich cen i małego doświadczenia programistów?

Każda strona internetowa, choćby tylko z księgą gości, to określona funkcjonalność i masa zależności. O ile kiedyś nie doceniałem porównań z budową domu, tak teraz jest to dla mnie sztandarowa analogia. Dom można zbudować na kilka sposobów – użyć innych – droższych lub gorszych – materiałów. Zatrudnić bardziej bądź mniej wykwalifikowanych pracowników. Skorzystać z tańszej lub droższej ekipy budowlanej. I tak dalej. Identycznie jest z programowaniem – serwer (dzielony hosting, serwer dedykowany?), język (tani w utrzymaniu PHP, potężna JAVA?), baza (darmowy PostgreSQL czy drogi Oracle?).

Często wiele rzeczy można zrobić na kilka sposobów. Z reguły tylko doświadczeni (a więc drożsi i lepsi) programiści wiedzą, jaki wybrać sposób, bo spędzili mnóstwo czasu na kodowaniu i nauce, poznając różne techniki i rozwiązania wielu problemów. Nie od parady wymyślono na studiach specjalizację o dumnej nazwie inżynieria oprogramowania, a osobom, które tworzą programowanie daje się tytuł inżyniera, a potem magistra. Wracając do przykładu z budową domu, drogi kliencie – komu zleciłbyś coś, co ma Tobie służyć na lata (zapewne także Twoim potomkom)? Młokosom czy doświadczonym budowniczym?

Następny problem to spłycanie prestiżu własnych produktów. Zlecając wykonanie dość skomplikowanej strony za zaniżoną stawkę automatycznie godzimy się na to, że finalny efekt będzie na poziomie deski klozetowej. Jak w każdej branży, dobre usługi kosztują więcej od tych średnich i kompletnie słabych. Nie wiesz, czy można zaufać danej firmie? Spytaj specjalistę bądź znajomego, który ma o tym pojęcie!

Mimo wszystko, popyt na tanie usługi wciąż rośnie. Zawsze znajdą się osoby, które mało zapłacą oraz te, które z przyjemnością mało zarobią. Rodzą się pytania – jak można zminimalizować rujnowanie trudnego zawodu, jakim jest fach programisty? Czy czasem w głowach nam się nie poprzewracało bo tak naprawdę programowanie nie jest wcale ciężkie i drogie? Jaki wpływ mają tanie usługi na kondycję technologii na świecie (i stron internetowych, jeśli spłycamy problem tylko do webdevelopmentu)?

Odpowiedź na pierwsze pytanie jest łatwa, ale i mało przekonująca. Niestety, pieniądz zawsze wygra z ideami. Możemy ewangelizować, indoktrynować i pouczać. Z większymi lub mniejszymi – jak to bywa – skutkami. Czy aby jednak wystarczającymi, kiedy, bądźmy szczerzy, statystyczny klient odpowiada sobie głównie na jedno pytanie: jak dużo mogę zyskać za jak najmniejszą kwotę? Czy wystarczy mu wiadomość, że produkt za 50zł nadaje się do kosza? (przecież działa!). Nie jestem pewien, czy odpowiednią kampanią możemy kogoś przekonać, tym bardziej, że wiele osób kupuje za bezcen z premedytacją (jak bohater wykopowego wątku)! Może więc uderzyć w programistów? Ale co wtedy, kiedy jeden z drugim nie ma co wrzucić do gara? Może jest po prostu za słaby, bo dobrze płatna praca w IT zawsze się znajdzie, a nie mają jej tylko miernoty? Ekhm…

Ciekawa jest też sprawa gloryfikacji naszego zawodu. Na ten temat można spotkać wiele skrajnych opinii, jednak jako człowiek, który włożył w swoją edukację bardzo dużo wysiłku (oraz godzin przed monitorem i książkami) chciałbym stanowczo zaakcentować, że programista chłonie mnóstwo wiedzy, porównywalnie z lekarzem czy prawnikiem. W dodatku nieprzestanie używa swojego mózgu, wymyśla, kreuje, nie powiela ścieżek i wzorów, choć jak wszędzie, posługuje się pewnymi wzorcami projektowymi i algorytmami. Nasza praca nie polega jednak na banalnym dopasowywaniu elementów! W żadnym wypadku! To godziny żmudnej harówki, ciągłego rozwoju i mnóstwa wyrzeczeń – dobrze, że jeszcze weekendowych dyżurów nam nie dają… Programista to zawód ważny i trudny, choć obarczony relatywnie niską skalą ryzyka.

Bagatelizowanie problemu cen, a co za tym idzie powstawanie słabego oprogramowania oceniam jako zagrożenie, choć każdy jest kowalem własnego losu. Dziurawa strona może spowodować wyciek danych naszych klientów lub zablokowanie strony przez internetowych wandali (czy po prostu tzw. script-kiddies), a to tylko pierwsze z brzegu przykłady. Oprogramowanie słabej jakości nie skaluje się, nie można go szybko i tanio rozwijać. Źle napisane aplikacje są mało wydajne, wymagają większych nakładów na sprzęt i utrzymanie. Po prostu nie działają! Sprawiają tylko wrażenie działających!

Wypada poruszyć także temat tych, którzy sprzedają swoje usługi za bezcen. Jak powiedziano, są to w większości młodzi programiści, którzy łączą przyjemne z pożytecznym – naukę i zarobek. Trzeba sobie powiedzieć jasno, nie da się w 2 lata zdobyć wystarczającej wiedzy (choć pal licho wiedzę, tutaj, przyrzekam, najważniejsze jest doświadczenie i tysiące linijek kodu „w palcach”). Jasne, młody programista może stworzyć coś, co działa, nie ma jednak pewnego dystansu do tworzonego przez siebie kodu, nie poznał zbyt wielu technologii i technik, w efekcie jego kod jest generalnie nieefektywny i mało elastyczny, a to tylko dwa z kilkunastu przymiotników, jakie miałem uszykowanych na tę okazję.

Co 16-latek wie np. o Dependency Injection? Uwierzcie, z każdym miesiącem rzeczy, które wcześniej były zbyt skomplikowane stają się banalne, a kod, który napisaliście wcześniej okazuje się zupełnie do kitu. Oczywiście potrzebna jest ciągła praktyka i stosowna edukacja (stety-niestety uczelnia, paradoksalnie, bardzo pomaga w rozwoju programisty, choćby forsując dotąd nieznany przez Ciebie język, który okazuje się strzałem w dziesiątkę!). Z czasem skomplikowaną tablicę nazwiemy dojrzale strukturą danych, a dane podejście wzorcem projektowym. Bez doświadczenia to tylko „ee no, Ty, jakoś podziałałem tym set_array() i forem i wyszło, hehe, a teraz idę na real, elo„.

Ciężko jest mi jednoznacznie ocenić, czy nie powinno się brać zleceń w młodym wieku, bo sam takie brałem, mając dziś świadomość, że kod nie był najlepszej jakości. Jednak to, co wyniosłem z moich, nazwijmy to, „programistycznych przygód” bardzo doceniam, bo wiem, że dało mi niesamowite podstawy, mimo że – można by rzec – bawiłem się w programowanie. Może powinniśmy jednak przenieść w czasie pobieranie pieniędzy za naszą twórczość, skupiając się na oprogramowaniu open source bądź własnych, szkolnych projektach? No właśnie. Czy szkoły poza olimpiadami i zawodami oferują jakiekolwiek możliwości do polepszenia swoich praktycznych umiejętności? Czy młodzież woli dostać dyplom i uznanie, czy też 50 złotowy banknot? Może to już tak musi być, że najpierw młodzi piszą słabe programowanie, które potem poprawia kolejny nowicjusz, kiedy pierwotny autor zahaczył się już o dobrą posadę głównego programisty w dobrym banku?

Czy eliminując problem niskich cen, nie narazilibyśmy się na poniższą zależność?

Mało ofert dla słabo doświadczonych programistów -> nikłe możliwości ich rozwoju -> słabi programiści

Z kolei teraz, mam wrażenie, wygląda to tak:

Niskie ceny -> mierna jakość produktów -> … -> … -> dobrzy programiści

Pytanie, jak wyglądają proporcje i ilu słabych programistów zostaje wyprodukowanych na końcu tego procesu? Takich pytań jest więcej.

Dyskusja na temat jakości oprogramowania za niską cenę, paradoksalnie, niesie ze sobą wiele aspektów – finansowych, edukacyjnych, ale i – w pewnym sensie – społecznych. Z pewnością nadal będziemy mieć do czynienia z ofertami, podobnymi do tej wymienionej we wstępie. Myślę jednak, że padło na tyle dużo pytań, by więcej nie bagatelizować poruszonego tutaj problemu i odpowiedzieć na nie każdy osobno.


  1. Swoją drogą widać jak na dłoni popularność Wykopu. Obecnie bardzo rzadko pojawiają się (a przynajmniej mam takie wrażenie) wpisy zahaczające o web, nie mówiąc już o polskiej blogosferze technicznej (choć tutaj nie narzekałbym – wykopywanie trupa to zadanie mało przyjemne). Macie jakiś plan ratunkowy? ;-)

Komentarze

1

Wydaje mi się, że ważnym czynnikiem jest moment przejścia z nauki na pracę. Często jest tak, że ktoś zaczyna kodować w liceum – np dla zabawy, z ciekawości. Zrobi za te 50zł stronkę dla sklepu osiedlowego wujka – bo to wujek i to bardziej nauka niż zarabianie, później dla znajomego który jest modelarzem i składa samolociki, później dla kolegi wujka, bo wujkowi zrobił fajną, a co najważniejsze – tanio.

Tak od zlecenia do zlecenia przyzwyczaja się, że robi za takie stawki. I jeśli nie zdecyduje się „odciąć” od tego, przejść na profesjonalną pracę i adekwatne stawki to tak będzie długo.

Myślę, że często jest to trudne, tym bardziej dla młodych, jeśli nie jest to sposób na życie, utrzymanie, tylko na dorobienie.

Vokiel
2

hah.. ciekaw jestem, czy ten pajac, bo inaczej już nie nazwę, przyszedłby nie widząc na jedno oko do neurochirurga i zaczął się kłócić: „Panie, przecież taka operacja wycięcia guza z mózgu to góra 2 godziny, praca lekka, nawet się Pan nie zmęczysz, 15zł na godzinę to dużo, a ja Panu wspaniałomyślnie 50 za tę robotę oferuję i Pan nie chce, jak tak można?”

kj
3

Zgadzam się, ale tylko połowicznie. Sam jestem takim młodym programistą i gdzie mam zdobyć praktykę? Mam za darmo na pełen etat pobierać praktyki w „profesjonalnej” firmie zajmującej się pozycjonowaniem? A co tu ukrywać – taka firma, żyje tylko dzięki pracy studentów na praktykach, którzy pozycjonują strony – oczywiście za grosze. Bądźmy więc poważni – Kubica od razu jeździł F1 czy może miał na początku problemy, ze sprzęgłem przy starcie na skrzyżowaniu? Po przeczytaniu tego wpisu wygląda to tak: Ja jestem dobry – płaćcie mi dużo. Inni są słabi – wcale im nie płaćcie…

4

Programowac w mlodym wieku moze umiesz, ale czytac ze zrozumieniem raczej nie bardzo. Gdzie wyciagnalem takie wnioski? Prosze o cytaty.

5

„Co 16-latek wie np. o Dependency Injection?” – Jest Ci to potrzebne dla strony – wizytówki z 4 podstronami i 2 zdjęciami? Nie wiem jak uważasz, ale chyba więcej się produkuje małych stron (do których wspomniana wiedza nie jest potrzebna) niż buduje serwisy typowo komercyjne – wirtualny poker itd. Owszem masz rację, że nie można porywać się na rzeczy, których nie potrafimy zrobić, ale odpuść – strona, w której w PHP korzystasz z 2 – 5 elementów języka nie wymaga wspomnianego skill(u/a).

6

Świetny tekst, a te słowa:
___Może to już tak musi być, że najpierw młodzi piszą słabe programowanie, które potem poprawia kolejny nowicjusz, kiedy pierwotny autor zahaczył się już o dobrą posadę głównego programisty w dobrym banku?___
Są najlepszymi jakie usłyszałem w ciągu ostatnich 2 miesięcy.

motto
7

procek – zacytowales cos zupelnie innego, kiedy sam stwierdziles przeciez, ze:

Po przeczytaniu tego wpisu wygląda to tak: Ja jestem dobry – płaćcie mi dużo. Inni są słabi – wcale im nie płaćcie

Nigdzie tak nie napisalem, co wiecej, w pewnych stwierdzeniach nawet bronie mlodych programistow.

Jesli programujesz dluzej to zapewne tez wiesz, ze strone z 4 zdjeciami na krzyz i newsami da sie skopac i to jak. Oczywiscie pewnie nikt tego specjalnie nie odczuje („bo działa!”), ale tak czy siak bedzie to twor slaby i tym bedzie sie roznil od duzego projektu, ze sila rzeczy slabego kodu bedzie malo.

Natomiast nigdzie nie odmawiam mlodym przyjmowania zlecen, bo to nie jest czarno-biala sprawa. Sa lepsi i gorsi.

Pozdrawiam

8

„[…]bo to nie jest czarno-biala sprawa.” – Właśnie! O to mi chodzi! Młody, niedoświadczony programista zrobi lepszą stronę niż „specjalista – grafik”, który w ImageReady kliknie odpowiednią funkcję. Zrobiłem kiedyś test – ot tak, aby poznać rynek. Podszyłem się pod właściciela sklepu z częściami samochodowymi, któremu zależy na stronie internetowej. Szczegółów nie będę opisywał, ale wyniki tego testu przeszły moje oczekiwania. Na moje oko było to warte ok 1200zł brutto. Ceny natomiast wahały się od 700 do 2800zł. – Sam przyznasz, że w takiej sytuacji klient – właściciel takiego sklepu wybierze najtańszego wykonawcę. To o czym Ty pisałeś – doświadczenie, obycie – owszem jest potrzebne, ale nie zawsze trzeba nam armaty na komara :) Również pozdrawiam!
PS. Ciekawy Blog :)

9

Jest popyt – jest podaż, jak zresztą ze wszystkimi innymi produktami i usługami. Każdy może zapłacić swoją cenę, a poza tym szuka najlepszego wykonania usługi jak najmniejszym kosztem. Prawo ekonomii. Poza tym, moim zdaniem prawidłowość typu najpierw dostaję mniej, bo dopiero się uczę, jest na miejscu, gdyż skąd niby klienci mają wiedzieć, że usługa jest warta zapłacenia wielkich pieniędzy, jeśli nie mogą zobaczyć, czego informatyk już dokonał? Wszyscy by chcieli od razu dostawać wysokie pensje, ale praktyka pokazuje, że najpierw trzeba na nie zapracować – zawód informatyka nie jest wyjątkiem.

RyDz
10

http://www.wykop.pl/link/230925/pozycz-50zl

Mozecie wykopac, jesli chcecie ;-)

11

Moim zdaniem każdy ma swoją cenę i problemem nie jest za ile sie „sprzeda” tylko czy mu to wystarczy, czy go zaspokoi. Ostatnio rozmawiałem na temat jednego z projektów. Po wycenie wyszło mi 50 000zł (no troche zaawansowany był projekcik ;) ), ale klient nie chciał wydac wiecej niz 6 000zł. Przy czym wymagani miał dość wysokie (np.: minimum 3 lata doświadczenia na stanowski programisty). I co z tego? Tylko tyle że ja mu tego nie zrobie. Ale zapewne kogoś znajdzie kto się zgodzi. Wedlug mnie problemu nie ma. Po prostu klient to nie dziewczyna. Nie musisz znosić jego grymasów. Zwłaszcza jeśli nie podpisałeś umowy.

Tomek
12

Ferrante, nie lubię Ciebie i mógłbym napisać strasznie długi komentarz o tym, jak bardzo się mylisz, ale wiem, że to nie sprawi, że otrzymasz karę na jaką zasłużyłeś, bo uznasz mnie po prostu za jednego z takich właśnie nastoletnich programistów. Wiele razy, gdy nie zgadzałem się z czyjąś opinią, to odpowiadałem w standardowy sposób. W końcu doszedłem do wniosku, że takie coś nie ma sensu. Jeżeli ktoś na przykład pisze, że ludzie są głupi bo przeklinają, to nie warto go przekonywać, że przekleństwa są dobre, tylko po prostu przeklinać i to go bardziej wkurzy (to jest tylko przykład, nie mówię, że przeklinanie jest dobre czy złe, każdy wie, jakie jest). Dlatego ja nie będę pisał, jak bardzo się mylisz, tylko będę po prostu na przekór Tobie robił zlecenia demotytwatory.pl za 50 zł. Mam nadzieje, że ten post będzie dla Ciebie bardziej denerwujący niż jakbym odpisał w standardowy sposób.

Bye.

anonim
13

A tam mnie bardziej denerwują, którzy robią lichciarskie strony za duże pieniądze. No ale cóż, każdy kto sumiennie się uczy i pracuje zostanie solidnie ‚wyceniony’ w przyszłości. Przynajmniej mam taką nadzieję :))

milosz0010
14

W zasadzie pojawia się tutaj pewien problem, bo tak będąc młodym programistą można dorabiać, tudzież zarabiać grosze, bo w tym czasie można uważać że to i tak dużo, lub właśnie „w sam raz”. Bo właściwie czas i nasza wiedza w tym czasie mniej więcej są tyle wartę. To tak samo jakby przyjąć kolesia po gimnazjum gdzieś na budowę, nie dostanie od razu stawki jak majster czy jakiś „specjalista”, tylko musi się wspinać po szczeblach nie tylko hierarchii w pracy, ale również po szczeblach wiedzy i doświadczenia. Nie tylko programista uważa że każdy jego poprzedni kod można by napisać lepiej, budowlaniec też po dłuższym czy krótszym czasie zauważy że na tej ścianie faktycznie ten tynk można było położyć lepiej. Z tym że robota budowlańca fakt faktem jest niczym w porównaniu z wiedzą jaką musi posiadać programista, tysiące zależności i możliwości. I tutaj faktycznie stawki powinny być adekwatne do tego co się robi.

Tyle że zrobienie strony jak demotywator, raczej nie podoła małolat czy początkujący programista. A koleś zarzucający taką propozycją, nawet nie ma pojęcia o tym ile w taki projekt trzeba włożyć pracy i godzin. Takich powinno się ignorować, albo im tłumaczyć, jeżeli drugiego nie zrozumie zastosować pierwsze – zignorować.

Ostatnio się przekonałem, potrzebowałem szybkiej konfiguracji dedyka, poszukałem na forum ovh jakichś ofert, pisałem tak mniej więcej do tych bardziej polecanych, i jeden mi odpisał że zrobi mi to za 50zł, pomyślałem czemu nie, to tylko 50zł. Okazało się że postawił tego dedyka, skonfigurował mi, wszystko ładnie, ale generalnie na jeden dwa dni. Że nie miałem czasu, to sam zacząłem szukać i czytać i sam postawiłem tego dedyka, i teraz w zasadzie dziękuje za to doświadczenie, wcześniej nie potrzebowałem linuxa, a teraz żyć bez niego nie mogę ;)

Wydaje mi się że każdy prędzej czy później jeżeli ma jakiś zalążek inteligencji i nie jest zwykłym „burakiem” to w końcu zauważy że akurat w tej dziedzinie, to czasami warto przepłacić nawet, gdyż z młodocianymi to różnie bywa, z przewagą na problemy.

Jak się uczyłem (w zasadzie nadal się uczę, i chyba każdy się uczy ;)), lub ładniej to określając: jak raczkowałem w dziedzinie programowania, to nie tyle że wykonywałem darmowe projekty dla tego że nie znałem swojej wartości, czy też wykonywałem je za grosze, głównie dla tego że nie chciałem zarobić, a chciałem się sprawdzić, bo właściwie to takie projekty nas rozwijają. Samemu z siebie chyba nie często dochodzi się do czegoś, zawsze potrzebna jest jakaś motywacja.

anonim
15

Nie zgadzam się z tym cytatem:
„Z tym że robota budowlańca fakt faktem jest niczym w porównaniu z wiedzą jaką musi posiadać programista, tysiące zależności i możliwości.”
Zbudowanie czegoś trwałego, bezpiecznego jest niczym? Spróbuj postawić dom, który nie zawali się mieszkańcom na głowę… Poza tym porównywanie budowli i programowania pod kątem wiedzy i umiejętności wydaje mi się jednak chybione. Jako pewna analogia jeszcze przejdzie, ale na umniejszanie zdolności, doświadczenia i wiedzy budowlańca się nie zgodzę. Pod hasłem „budowlańca” rozumiem osobę, która aktywnie uczestniczy w pracy i jest za nią odpowiedzialna. Osobę budującą i nadzorującą budowę domu, autostrady czy mostu nad przepaścią. Odpowiedzialność ogromna, więc umiejętności i wiedza muszą być odpowiednio duże.
Chyba że mówimy o niewykwalifikowanym pracowniku fizycznym, który ciężką i prostą pracę robi. Ale myślę że i programiści tacy się znajdą, jak trzymamy się przykładów z branży budowlanej, choć akurat tu to chyba niedobrze ;)

Pozwolę sobie wypowiedzieć się na temat osób uczących się i pracujących za małe stawki (a czasem i za darmo właściwie), jako że sama taką osobą jestem. Tworzę strony, głównie dla własnej nauki i przyjemności, i choć interesuję się tym od paru lat, wiem że moja wiedza jest o taka tycia jak kropka na końcu zdania. Ale zdaję sobie sprawę z tego, co umiem, i podejmuję się takich zadań, jakie jestem w stanie zrobić. Możliwe, że nie korzystam z najoptymalniejszych rozwiązań, możliwe że robię błędy i z punktu widzenia doświadczonych osób tworzę strony tylko „sprawiają wrażenie działających”. Ale na obecne potrzeby moich zleceniodawców jest to wystarczające, a ja wciąż się czegoś przy tym uczę.

„Z reguły tylko doświadczeni (a więc drożsi i lepsi) programiści wiedzą, jaki wybrać sposób, bo spędzili mnóstwo czasu na kodowaniu i nauce, poznając różne techniki i rozwiązania wielu problemów.”
I właśnie to robię. Uczę się, koduję. Jeśli mogę przy tym i zarobić i zmierzyć z nowym problemem – tym lepiej.

Z ofertami takimi jak ten w tytule jest taki problem, że są zleceniodawcy nie mający zielonego pojęcia o programowaniu (tworzeniu stron etc). Nie zdają sobie sprawy ile pracy i wysiłku to wymaga. Jak jeszcze o budowie domu – tej ulubionej analogii – mają mgliste pojęcie: że to fundamenty, materiały, dach, tynk itd., tak praca informatyka jest dla nich czarodziejska i niejasna. Często rzeczy proste dla programisty wydają się niesamowicie trudne dla osoby nieobeznanej, a także przeciwnie – rzeczy bardziej skomplikowane wydają się banalne (to przecież komputer, taka mądra maszyna).
Taka osoba nie umie prawidłowo wycenić pracy, a że praca jest niematerialna (w sensie nie ma ton ziemi do wywiezienia ani tysięcy cegieł do kupienia, które konkretną wartość rynkową mają), to i znajdą się ludzie którzy ją zrobią nawet za grosze.

krezka
16

hehe, tak czytam i jakie mi to wszystko bliskie… na początku robi się chętnie nawet za free, żeby pokazać, że się umie, potem jak ludzie nagle zauważają, że jesteś tani to już nie możesz się odegnać. W pewnym momencie mówisz stop i jesteś świnia. A mnie nie stać, żeby robić znajomym – to nie znaczy, że ich nie lubię. Jak mój znajomy sprzedaje w sklepie to nie biorę bez płacenia proste. Dla mnie to jest brak szacunku!

btw: świetny post – dzięki za zauważenie problemu.

17

Buahaha. Programista musi się uczyć tyle co lekarz.
Spadnę z krzesła.
Pierdu pierdu w klawiaturę, debuggery, kolorowe edytory kodu itp.
Spróbój się czegoś nauczyć bez tych dodatków. Wyobrażasz sobie lekarza, albo architekta, który najpierw by coś robił, a potem to debugował ?
Zapewniam cię, że nie raz byś się na praktyce inżynierskiej popłakał synku.
Mówię INŻYNIERSKIEJ i nie mam bynajmniej na myśli studiów od robienia komputerowych ulotek www.
Zapewniam Cię, że bardzo trudno dać sobie radę z prawdziwą inżynierią, o medycynie nie wspominając gdzie w rękach trzymasz ludzkie życie.
Jak prawnik się majtnie – pojadą mu zdrowo po portfelu i reputacji, algo koś wsadzi za kraty na więcej niż powinien.
Jak inżynierownie od konstrukcji stalowych się pomajtają to projekt nie wytrzyma powiedzmy 50 lat, tylko 25 i pójdą z dymem miliony, firma padnie.
A co jak się popieprzy informatyk. W większości przypadków wywali się error i źle się wyświetli internetowa ulotka www.
Tak to już jest, że rzeczy łatwe przyjdą łatwo nawet dzieciakom.
Nie ma się co dziwić, że zarabiają na tym na wagon fajek.
W tym zawodzie jest prawie zerowa odpowiedzialność za produkt (wszak ulotka krzywdy nikomu raczej nie wyrządzi – no chyba, że przelew pieniężny się rypnie), naprawdę mało nauki i praktycznie praktyka na poziomie jak dla niedorozwiniętej osoby.
Parę tygodni przy kompie i już coś zaczynasz tworzyć.
Jestem inżynierem z innej branży.
Będąc parę miechów na L-4 trochę się wgłębiłem w webdevelopment.
PHP, ORM, OOP, Symfony, CSS, troszku Action Scripta.
Do tego Ruby On Rails bo bardzo szybko się go uczy.
To ma być trudne ????
Za to chcecie na ferrari zarobić ?
Dziękujcie menagerom i handlowcom, że zarabiacie jak zarabiacie, bo pewnie wiele dla was robią.

Nie ma tak zakompleksiałych, zazdrosnych i zniewieściałych ludzi jak informatycy.
Oczywiście ja jestem debil, z góry mówię, bo akurat w pracy posługuję się całkami i liczbami zespolonymi, a nie obiektami.

xxx
18

Wytrzyj klawiature, klei sie.

19

@xxx , Twoj post pokazuje, że nie dość, że artykułu nie zrozumiałeś, to po L4 jestes jednym z developerów za 50 zl. Gratuluje

ankietka
20

Ferrante napisał:
„Wytrzyj klawiature, klei sie.”

Nie – to ty dziewczynko zrozum, że nie jesteś najmądrzejsza na świecie, że informatyka wcale nie jest trudna, i skończ pouczać innych.
Prawda jest taka, że informatyk poza jakimś językiem programowania, frameworkiem itp. nie umie w życiu nic.
Za to to co potrafi zrobić informatyk zrobi też prawie każdy. Przy odrobinie chęci i wprawy równie dobrze.

xxx
21

Buzi, nie mam czasu dyskutowac z zenujacymi argumentami anonimowego cwaniaczka.

22

Po pierwsze mając podejście „ja jestem mądry i doświadczony, więc powinno mi się płacić – inni głupi i poczatkujący, więc im nie powinno” tylko zdenerwuje czytających.
Nie dziwota, że tu klną jak szewcy co poniektórzy.
Ale na temat.
W całej webdeveloperce sprawa roskłada się o: 1. algorytmikę, 2. zarządzanie projektem (np. agile), 3. sposoby organizacji kodu (np. MVC).
Jest rzeczą zrozumiałą, że wybitny z matematyki młokos nie będzie miał problemów ze stworzeniem skryptu po zapoznaniu się z jakąś tam pulą funkcji np. pehapa czy C.
W młodym wieku z racji małego doświadczenia trudno robić dobre projekty pod względem ich przyszłego rozwoju czy łatwej refaktoryzacji.
I oto moim skromnym zdaniem sedno sprawy. Młody programista może jak najbardziej stworzyć dobre algorytmy, działającą stronę, ale prawie na pewno projekt ten nie będzie się nadawał do refaktoryzacji.
Po czasie się dochodzi do pewnych rzeczy.
Nie rozumiem tylko potępiania tego.
Jeśli ktoś nie miał tyle szczęścia w życiu, żeby zostać webmasterem i mieć wygodną pracę i marzy mu się np. układanie kafelek, to normalne chyba będzie,
jeśli najpierw za grosze położy te kafelki cioci, czy sąsiadce, czy komukolwiek – dla wprawy.
Jesli ktoś chce koniecznie robić strony to zrozumiałe, że będzie szukał okazji do sprawdzenia się. A jeśli wpadnie parę groszy to jeszcze lepiej.
Czy takie podejście psuje rynek ?
Osobiście sądzę, że w cenie stron www profesjonalnych firm i tak jest za dużo marży. Trzeba pokryć koszty klimy w biurze, komórek dla praconików, wycieczek
integracyjnych, służbówek project-menagerów itp. Strony są droższe niż mogłyby być, bo klient płaci za wygodę programistów. A to jest w porządku ?
Kasować 50 zł jest złe, ale kilkadziesiąt tysiący już ok ! Głupi, wredny klient, bo zostawia marną kasę, a z racji tego, że ja jestem programistą
z kilkuletnim doświadczeniem powinien płacić bardzo dużo !
Czytając ten i kilka innych blogów nie pojmę chyba nigdy tylko jednego. Z jednej strony bloggerzy udostępniają dość ciekawe tutoriale – oczywiście dla początkującyh
(wszak zaawansowanym potrzebne nie są). Z drugiej strony naśmiewają się z tych początkującyh.
Nie sposób mi pojąć tego dwojakiego stanu rzeczy.
Mam tylko nadzieję, że blogi pehapowe nie upadną tak nisko jak ROR’owe, czy Python’owe, gdzie bloggerzy właściwie sami nie wiedzą czego chcą i mają
o wszystko pretensję do świata, a już najbardziej do samego pehapa, że na nim się „wychowywali”.

To znowu jo
23

Czytanie ze zrozumieniem chyba rzeczywiscie kuleje i nie jest to mit, wymysl mediow czy jeden ze standardowych argumentow na ubicie dyskusji.

a) nie potepilem poczatkujacych programistow, raczej zadalem otwarte pytania, sam przyznajac, ze robilem podobnie
b) potepilem raczej tych, ktorzy nieswiadomie z takich uslug korzystaja, spodziewajac sie jakosci na swiatowym poziomie

Mam nagrac podcasta i przeczytac ten artykul jeszcze raz na glos?

A to, ze kazdy moze robic to co informatycy/programisci po odrobinie przyuczenia niech najlepiej skomentuje ostatni wyciek danych z wykop.pl, gdzie „Panowie profesjonalisci” zostawili dane osobowe (loginy, hasla, maile itd.) na serwerze bez zadnych zabezpieczen (bez hasla do bazy danych). Wykucie na pamiec kilku regul i funkcji to jedno, roztropnosc, doswiadczenie, „lebskosc” i wyczucie to drugie.

Pozdrawiam

24

To zdanie:

„Może powinniśmy jednak przenieść w czasie pobieranie pieniędzy za naszą twórczość, skupiając się na oprogramowaniu open source bądź własnych, szkolnych projektach? No właśnie. Czy szkoły poza olimpiadami i zawodami oferują jakiekolwiek możliwości do polepszenia swoich praktycznych umiejętności? Czy młodzież woli dostać dyplom i uznanie, czy też 50 złotowy banknot?”

może wskazywać, że autor ma pretensje o pobieranie opłat za strony w trakcie nauki.
Z drugiej strony jakoś nie widzę gówniarzy w „Open Source”.
Ale mniejsza z tym. Panowie z sejmu wzięli się już za allegrowiczów „bez firmy” wkrótce wezmą się za „oferty przez net” i inne. Freelancing dla młodzieży bardzo się ograniczy.

Równiez pozdrawiam. Jestem jednak ciekawy dlaczego na blogu podaje się tutoriale i z drugiej strony historie o Zenku. Trochę to się gryzie.

To znowu jo
25

Sadze, ze to zdanie raczej tyczy sie tego, ze mlodzi wola zarabiac, niz zrobic cos pozytecznego z naukowego punktu widzenia – w koncu wiekszosc mlodocianych programistow jest objeta przymusem szkolnym. A ze oferta edukacyjna jest uboga to wniosek jest taki ze projektow informatycznych sie na tym szczeblu w szkole nie robi i do tego pije. Ale to tylko jeden z argumentow i pomyslow w tej dyskusji.

Ja za to nic zlego nie widze w podawaniu artykulow o Zenku. Jeden z drugim zobaczy jakies przyklady zlego kodu, poczyta historie ludzi w komentarzach badz opis ich kariery (od zera do bohatera) i wyniesie niemniej niz z tutoriali. Zobacz komentarze tutaj – prawie kazdy ma zenujaca argumentacje i pojazdy na autora, co nie swiadczy o duzej dojrzalosci. Wielu takich domoroslych programistow ma wybujale ego, wiec przyda sie od czasu do czasu ostudzic ich zapal.

Pozdr.

26

Masz rację. Trafiłem tu bo szukałem czegoś o jQuery, poczytałem o Zenku, potem ten artykuł i jakoś tak odczułem niechęć do początkujących bijącą z tekstów. To tylko subiektywne odczucie wyciagnięte w kilka sekund z racji braku czasu na głębsze przemyślenia. Ogólnie bardzo cenię jakąkolwiek twórczość typu tutoriale itp. Nie chcę zabierać miejsca na blogu, tylko jak już „się wciągnąłem” to skomentuję ostatecznie niniejszy temat tak:
mnie osobiście jak i kilku osobom z mojego otoczenia raczej początkujący nie drażnią. Bardziej drażnią nas osoby trudniące się webmasterką jako drugim zajęciem. W tygodniu taki facet jest np. handlowcem, a w weekendy zamienia się w twórcę stron. Przez lata nie idzie z postępem do przodu, bo czasu mu wszak na to braknie. Żeby tylko coś zrobić i sprzedać ma śmieszne ceny. Z ręka na sercu znak taką osobę. Przez 2 czy 3 lata robi jedno i to samo. Pehap pomieszany z html’em i css’em w jednej linijce.
W nagłówku strony HTML (…) loose.dtd, a w sekcji body połowa znaczników html, a połowa xhtml.
Albo stronka robiona w Mambo, z darmowym szablonem – postawiona w dwa weekendy z ceną 500 zł + cena za hosting.
Oczywiście każdy ma prawo taką działalność sobie prowadzić.
Ale to takie osoby psują rynek. Widać ich oferty na allegro, „zleceniach przez net” itd.
Jedyne wyjście z takiej sytuacji jakie widzę to chyba jakaś akcja informacyjna dla potencjalnych klientów. Strony i blogi temu poświęcone, udzielanie się informacyjnie na forach z innych branż etc.
Pozostaje jeszcze kwestia prawna. Nie każdy niedzielny webmaster robi zlecenie na fakturę. Za mnie szef płaci podatki w związku z czym mam pomniejszoną o nie wypłatę. Ale tym miejmy nadzieję, że zajmą się kiedyś porządnie legislatorzy.

Pozdrawiam i dziękuję za artykuł o jQuery. Przyda się na pewno, choć to dla mnie nie jest temat nowy.

PS – Przy większości blogów, czy tematów na forach masz 2-3 odpowiedzi na temat, a reszta to najazdy na autora albo na siebie nawzajem. To normalne i nie ma się czym przejmować. Jakiś psychol(og) społeczny w telewizji niedawno to tłumaczył po tym jak obsmarowano na necie jakąś sportsmenkę czy kogoś tam.

To znowu jo
27

Przepraszam, ze jeszcze raz wtrące, ale ktoś to wszystko razem ze mną czytjąc świetną analogię wymyślił i myślę, że można ją z powodzeniem wykorzystywać:

„Strona zrobiona przez ‚niedzielnego webmastera’ jest jak samochód, który nie nadaje się do normalnej eksploatacji i napraw. Nie zmienisz oleju, nie przemalujesz, nie naprawisz usterki, tylko przy pierwszym problemie będziesz musiał kupić nowy”.

pozdrawiam

To znowu jo
28

Ferrante – doceniam polską blogosfrerę, sam się nie udzielam bo nie mam czasu i lubię twój blog, ale czegoś nie rozumiesz.
W mojej opinii też jedziesz po poczatkujących.
Jak sam piszesz – cytuję:
„Trzeba sobie powiedzieć jasno, nie da się w 2 lata zdobyć wystarczającej wiedzy (…)” – 2 lata to wg ciebie za mało aby zostać dobrym webmasterem.
Może dla ciebie to było za mało i masz pretensję do świata, że innym idzie szybciej.
Ja zaraz po drugim roku studiów zacząłem pracować dorywczo jako programista, bynejmniej nie od dżawki-scriptu, ani pehapka, tylko od Javy
i dobrze sobie radziłem, choć prymusem na studiach raczej nie byłem i zabawę z informatyką też późno zacząłem.
Projekty, które robiliśmy startowały w konkursie „golden arrow”, więc chyba byle gówienka nie klepałem.
I wiem, że obecni studenci są lepsi ode mnie i szybciej chłoną wiedzę, ale sory Gregory – pretensji o to do nich nie mam.
Wręcz przeciwnie – widzę jak z żółtodziobów rosną nowi Gates’owie i cieszy mnie to.
Sam poznałem bardzo młodego praktykanta, który zrobił w JS i PHP-GD program przypominający MsPaint – tylko po to, żeby mieć go w portfolio.
Myślę, że w miarę zdolnej osobie rok wystarczy, aby dojść do poziomu początkowego klepania w Zend Framework, Django, czy Strut’sie.
Oczywiście, jeśli nabiera doświadczenia w poważnym otoczeniu.

Cenię twój blog, podoba mi się, ale wg mnie robisz przykrość – jak to piszesz „młokosom”.

W stopce pisze, że jestes dziennikarzem.
Pozwól, że cię zacytuję:

– „Mimo wszystko, popyt na tanie usługi wciąż rośnie(…)” – może podałbyś jakieś uzasadnienie, jakiś link, źródło ?
Czym jest tania usługa i czym różni się od najtańszej ? Czy piszesz o jakimś regionie, że jest taki a nie inny popyt, czy o całym świecie ?

– „Jaki wpływ mają tanie usługi na kondycję technologii na świecie” – może rozwiń temat, skoro zawód programisty jest rujnowany ?
Myślę, że napisałeś pytanie tak durne, że tylko filozof ze znajomością ekonomii i nowych technologii z tytułem profesora byłby w stanie
ewentualnie na nie odpowiedzieć ?
Pozatym – zadałeś dwa pytania w tekście – odpowiedziałeś tylko na jedno.

-„dobrze płatna praca w IT zawsze się znajdzie, a nie mają jej tylko miernoty?” – nie przyszło ci do głowy, że świetny programista,
ale z charakteru nieśmiały będzie miał większy problem na dobre zaprezentowanie się przed potencjalnym pracodawcą,
niż gorszy, ale za to cwany i „wyszczekany” ?

– „powstawanie słabego oprogramowania oceniam jako zagrożenie” – jako czytelnik twojego artykułu nie otrzymałem od ciebie jasnych informacji
co należy rozumieć przez słabe oprogramowanie ! Na „Inżynierii Oprogramowania” na studiach uczą, że nie ma czegoś takiego,
jak doskonały program.
Jakie zagrożenie wisi nad świetem wg Ciebie ?

– „a to tylko dwa z kilkunastu przymiotników, jakie miałem uszykowanych na tę okazję.” Pisownia (często powielany błąd). Powinno być raczej:
Które miałem uszykowane na tą okazję.

– Artykuł nie potwierdza, ani nie neguje myśli przewodniej, która i tak jest ciężka do obiektywnego stwierdzenia.

– Artykuł nie ma tezy.

Więcej nie przytaczam, ale purysta lingiwtyczny miał by tu dużo pracy.
Ogólnie artykuł od pierwszych chwil sprawia wrażenie bardzo amatorskiego.

Przytocze coś innego:
http://ferrante.pl/2009/04/11/javascriptowe-zagadki/
Chodzi mi o erraty.
Nagraj lepiej podcasta, bo masz problem ze sprawdzeniem tego co napisałeś przed umieszczeniem na blogu.

Czy miło by ci było gdybym napisał blog o „dziennikarzynach miernotach”.

Pewnie za kilka lat będziesz pisał świetne artykuły nadające się do profesjonalnych gazet, ale teraz nad sobą popracuj.
I nie piszę tego, żeby „najechać na Ciebie”.
Po prostu wielu domorosłych dziennikarzy „ma wybujałe ego, wiec przyda sie od czasu do czasu ostudzic ich zapal.”

Co gorsza – wielu domorosłych programistów ma bardziej wybujałe ego od tych poczatkujących i na dodatek zdaje im się, że wszelką
wiedzę posiedli, wszystkich mogą krytykować i nikt im nie dorównuje.

Bez urazy, ale znam wielu „młokosów-programistów”, którzy „zjedli by cię na śniadanie” (mnie również) jeśli tylko byś się z nimi chciał zmierzyć.

Reasumując moją wypowiedź:
Po co robisz tym słabszym przykrość ? Tobie jest miło, że cię nazwałem „dziennikarzyną – amatorem” ?

Pozdrawiam

Wiktor
29

W mojej opinii też jedziesz po poczatkujących. Jak sam piszesz – cytuję:
“Trzeba sobie powiedzieć jasno, nie da się w 2 lata zdobyć wystarczającej wiedzy (…)” – 2 lata to wg ciebie za mało aby zostać dobrym webmasterem.>

Webmaster? Jaki webmaster? Webmaster to ktos kto poprawi czasem jakies zdjecie na stronie czy doda nowa tabelke. Mowimy o programistach www – ludziach ktorzy pracuja na php/pythonie/javie etc, znaja bazy danych, javascript. I nie, nie da sie byc swietnym programista www 2 lata, a kazdy wyjatek potwierdzi regule. Dochodzi mnostwo spraw pobocznych – algorytmika, doswiadczenie, praca w zespole, agile, tdd itd. – mam wymieniac dalej?

Ja zaraz po drugim roku studiów zacząłem pracować dorywczo jako programista, bynejmniej nie od dżawki-scriptu, ani pehapka, tylko od Javy

Mam kleknac, bo napisales celowo pehapka, by zdeprecjonowac programistow PHP? Dosc powiedziec, ze najwieksze slawy sceny JS, o ktorych pisalem, dzis pisza w PHP i robia magiczne rzeczy. Grunt to byc programista swiadomym, a Ty zdaje sie kierujesz sie stereotypami, z gory zakladajac ze JS i PHP sa dla lamerow, za to Ty, wielki programista ruszyles Javy i jestes level wyzej. Litosci.

Myślę, że w miarę zdolnej osobie rok wystarczy, aby dojść do poziomu początkowego klepania w Zend Framework, Django, czy Strut’sie.

Poziom poczatkowy, zdefiniuj.

W stopce pisze, że jestes dziennikarzem.
Pozwól, że cię zacytuję:

Chyba czegos nie rozumiesz. To jest blog, a nie gazeta, za ktora wymagam zaplaty. Co za tym idzie pojawiaja sie bledy i nikt tego nie ukrywa. Mam tez swiete prawo do wysnuwania pewnych wnioskow i nawet sie z tego nie musze tlumaczyc i podawac zrodel (poczytaj sobie definicje slowa felieton).

nie przyszło ci do głowy, że świetny programista,
ale z charakteru nieśmiały będzie miał większy problem na dobre zaprezentowanie się przed potencjalnym pracodawcą,
niż gorszy, ale za to cwany i “wyszczekany” ?

Kpisz? Chyba nigdy nie byles na zadnej rozmowie, bo zobaczylbys, ze pleciesz bzdury. Smierdzi mi lektura jakichs artykulow typu „Jak dobrze wypasc na rozmowie kwalifikacyjnej” w kolorowej gazecie.

jako czytelnik twojego artykułu nie otrzymałem od ciebie jasnych informacji
co należy rozumieć przez słabe oprogramowanie ! Na “Inżynierii Oprogramowania” na studiach uczą, że nie ma czegoś takiego,
jak doskonały program.
Jakie zagrożenie wisi nad świetem wg Ciebie ?

Zagrozenie nad swiatem? Que? Nie mialem zamiaru podawac tutaj definicji dobrego oprogramowania, bo musialbym napisac magisterke (vide definicja felietonu). Jako oswiecony programista Javy powinienes zreszta wiedziec, jak wygladaja dobre aplikacje.

Powinno być raczej:
Które miałem uszykowane na tą okazję.

True.

Ogólnie artykuł od pierwszych chwil sprawia wrażenie bardzo amatorskiego.

Pomine to milczeniem, ciekawe ktore blogi sa dla Ciebie profesjonalne. Chyba tylko te za ktore placisz, ale to nie sa juz blogi.

Chodzi mi o erraty.
Nagraj lepiej podcasta, bo masz problem ze sprawdzeniem tego co napisałeś przed umieszczeniem na blogu.

Kolejny przytyczek na sile. Odsylam tym razem do definicji slowa blog. Widze, ze wyszedles z zalozenia „wyciagne mu kilka bledow, nie bedzie tak cwaniakowal”. Jesli na tej podstawie uznales, ze nie mam prawa do krytyki innych, poniewaz robie czasem bledy jezykowe i edytuje moje posty to prosze Cie, ale nie czytaj mojego bloga. Nie zalezy mi na tak swiatlych i madrych Czytelnikach, zbyt maluczki jestem.

Po prostu wielu domorosłych dziennikarzy “ma wybujałe ego, wiec przyda sie od czasu do czasu ostudzic ich zapal.”

Ego? Jakie ego? To ze osmielilem sie napisac cos z perspektywy mojego doswiadczenia nazywamy teraz wybujalym ego? A moze zabolalo i musimy sie czyms bronic? Dziennikarz ze mnie raczej „pasjonat” (ba, w cache google albo na web archive znajdziesz ze w stopce mialem przez kilka lat „dziennikarz-amator”, musialem skrocic nieco ze wzgledu na nowy design), aczkolwiek napisalo sie to i owo do gazet. To ze na blogu pojawiaja sie rozne bledy to normalne (brak profesjonalnej korekty, czesto brak czasu na doglebne sprawdzanie bledow). Jako oswiecony programista Javy powinienes miec swiadomosc, ze blogerzy popelniaja bledy.

Bez urazy, ale znam wielu “młokosów-programistów”, którzy “zjedli by cię na śniadanie” (mnie również) jeśli tylko byś się z nimi chciał zmierzyć.

Reasumując moją wypowiedź:
Po co robisz tym słabszym przykrość ? Tobie jest miło, że cię nazwałem “dziennikarzyną – amatorem” ?

Uwazasz, ze odkryles nowe prawdy? Zawsze znajda sie madrzejsi ludzie ode mnie i lepsi ekhm „dziennikarze”. Jakos nie mam na tym punkcie kompleksow, za to po Twoim poscie widze, ze na sile starales sie poszukac bledow, wyciagnales irracjonalne wnioski i jeszcze w dodatku nie zrozumiales tekstu, twierdzac, ze sie wywyzszam.

PS Panie krytyk, czasowniki z „by” pisze sie razem. Hm, czy na tej podstawie powinienem uznac, ze nie masz prawa do krytykowania mnie? Hm..

Pozdrawiam

30

Chciałem tylko pokazać, jaką robisz przykrość najeżdżając na innych,
bo jak sam widzę wskazanie ci kilku błędów spowodowało u ciebie czystą furię z niespaniem po nocy
włącznie.
Rozumiem, że muszę konieczne sprawdzić w słowniku PWN co znaczy słowo „blog”.
Ale z drugiej strony osobie udzielającej się na łamach prasy w krew powinno wejść pisanie artykułów i z blogami nie powinno być problemów.
I nie mam tu na myśli motywu przewodniego
a raczej brak tezy i inne podstawowe błedy, które zresztą wpajała każdemu z nas pani z polskiego przygotowując nas do matury (z pisaniem felietonów, wstępniaków, rozprawek itp włącznie).
Jak sam widzisz – ty możesz pisac blogi na odwal, ale amatorzy nie mogą pisać kodu na odwal, bo trzeba ich za to ubiczować, wyśmiać, upokorzyć i ostudzić ich ego.

Na rozmowach kwalifikacyjnych byłem wielu. I wiem, że często aby dojść do tego etapu, kiedy pytają cię z kodu podstawionego pod nos, trzeba przejść etapy inne, gdzie sprawdzają twój charakter,
chęć do życia, IQ, imię psa, rozmiar buta itd. Ale nie będę się upierał, że tak jest wszędzie.

Użyłem słowa webmaster jako słowa skupijącego w sobie i programistę i fachowca od db (wszak to się łączy)
i kilku innych rzeczy, bo etymologia słowa „webmaster” w gruncie rzeczy na to wskazuje panie dziennikarz, a to, że pracujesz w na tyle dobrze zorganizowanej firmie, że każdy fachowiec ma swoje zadanie i
tych od „głupszej roboty” np. od css nazywa się u was webmasterami nie moja wina. U mnie tez tak jest.

Napisałem „pehapka” bo lubię ten język, jest fajny i miło się na nim pracuje, a Javę smolę gdzieś, potrzeba czasami wielu linijek kodu żeby „Hello World” wyświetlić i jeśli odebrałeś to jako
„deprecjonowanie” to sory – może się rzeczywiście źle wyraziłem.

Nie chiałem właściwie wywołać takiej burzy. Celowo zbluzgałem twoje podejście do pisania i nauprzykrzałem trochę, ale współpracowałem z kilkoma praktykantami i wiem, że są to ludzie bardzo często z wielkim zapałem do pracy, a bluzganie ich, bo jeszcze się
nie wdrążyli w MVC czy Scrum’a tylko zabija w nich wiarę w siebie.
A niestety co drugi full-profeszynal-blog-for-programers (z których się z resztą uczą) najeżdża na młodych.
Tobie się akurat oberwało.

Tutaj cię jeszcze zacytuję:
„Ego? Jakie ego?
To ze osmielilem sie napisac cos z perspektywy mojego doswiadczenia nazywamy teraz wybujalym ego? ”
To jest odpowiedź na twój tekst zacytowany prze ze mnie. Luknij sobie na poprzednie wypowiedzi.
Odpowiedziałeś więc sam na swoje słowa.

Ferrante – zrobiła się z tego dyskusja.
Wyciągnę więc kilka wniosków.
Moim zdaniem robisz przykrość poczatkującym,
zresztą nie ty jedyny – chyba większość osób próbująca się bawić w programistę – nauczyciela zbawcę świata.
Spotkałem się z tym nie raz.
Nie będę jak przydupasy od Ruby on Rails i Pythona wychwalające Patrysa, że jego blog odnośnie dziadostwa php
jest fajny i wogóle sama racja, więc wrzuciłem sowoje 3 grosze.
Nie podoba mi się podejście, to napisałem co o tym myślę.
Chcesz – zbesztaj mnie. Przestudiuj wnikliwie dwie noce co napisałem, złap za słowa i będziesz miał materiał, żeby mi dowalić.
Nie zgodzę się, z tobą że trzeba dołować „młokosów” i nie zgodzę się, że
przeciętny ludzki osobnik nie cierpiący na zespół downa nie zacznie w rok pisać aplikacji w Pythonie czy w Javie, a po dwóch latach nie będzie tego robił dobrze (przy okazji poznając inne zagadnienia ogólnie pojętej webdeveloperki).

Ogólnie bardzo pozdrawiam i nie miałem agresywnych zamiarów. A jeśli tak wyszło to było to w obronie „młokosów”.
Młokos tez mógł pomysleć, że jedziesz na niego za błedy w kodzie, samemu robiąc błędy w pisowni, składni, semantyce itp.

Pozdrawiam

Wiktor
31

[…] świetnie oddaje moje podejście do sprawy. Podam też przykład wpisu z fajnie prowadzonego bloga http://ferrante.pl/2009/08/31/pozycz-50zl/ ,na pewno nie jestem tak doświadczony jak jego autor,ale jego post opisuje sytuacje na […]

32

Mi np. brakuje darmowych niedzielnych szkółek z programowania czy to po stronie klienta, czy to po stronie serwera.

U mnie w szkole, siedzę sobie w Poznaniu na Tech. Organizacji Reklamy.
I gdyby w ogóle nie moje pierwsze projekty tabli, w ogóle by szkoła nie wymyśliła konkursu na tabla. Na drugi rok, powiedziałem, nie i basta, nauczyciel zrobił, wyszło do d*** [zdjęcia w ogole nie dobrane, nie było w tym żadnej estetyki ;F ], na 3 rok już jest konkurs, przychodzi nauczycielka od grafiki i każe nam robić to grupowo – nakazuje nam swój schemat [jakaś taka nieciekawa baba z agencji reklamowej co pozjadała wszystkie rozumu] – i już się zaczął mój ból, jestem bardziej artystą-matematykiem, nie myślę szablonowo – kazała nam w sumie zrobić projekt po jej myśli. Każdy po 5 dostał, a ja miałem nie dosyt.

Tak w sumie wygląda nauka w polskich szkołach, umiem się tylko nauczyć wtedy kiedy ja sam jestem dla siebie nauczycielem [sam stawiam pytania, sam sobie odpowiadam] . W sumie ta reklama, to mi pomogła, przy najmniej orientuje się, czego klienci firmy oczekują od prezentacji strony – na co zwracają uwagę [jak by nie patrzeć taka strona firmowa to ulotka reklamowa – tylko, że interaktywna]; Chyba psychologia reklamy(przede wszystkim sama psychologia) dominuje każdą dziedzinę życia ;>

Dodaj komentarz

Dozwolone tagi: <blockquote>, <code>, <strong>